Kobiece treści, Rewolucjonistki, Sylwetki Kobiet

Jak powstały fortuny najbogatszych Polek!? Helena Rubinstein

19 sierpnia 2016
Helena Rubinstein podczas pielęgnacji twarzy warsztacie, foto: Archiwum Agencia / El Universal / Forum

Nie spodziewałam się, że tak szybko po „Żonach Bogów” wezmę do ręki kolejną książkę Sławomira Kopra. Cóż poradzę jednak na to, że uwielbiam takie historie!

Tym razem pisarz wziął pod lupę: Helenę Rubistein, Misię Sert, Marthę Stewart i Barbarę Piasecką-Johnson. Cztery polki, które dorobiły się niewyobrażalnych dla zwykłego śmiertelnika fortun. Wszystkie były wymagające i pewne siebie. Czy były szczęśliwe? Tego, po przeczytaniu książki możemy domyslić się same! 

Postanowiłam skupić się na jednej z nich. Po pierwsze dlatego, że Helena Rubinstein zawsze pobudzała moją wyobraźnię i po drugie dlatego, że to jej historia zrobiła na mnie największe wrażenie. Uświadomiłam sobie (po raz kolejny)  jakim niesamowitym strategiem była. Doskonale wiedziała czego chce, zdawała sobie sprawę z tego czego pragną kobiety, zawsze starała się je zrozumieć i umiała wpływać na ich emocje. Dotykała tej strony kobiecej duszy, która łaknęła piękna, estetyki, wygody, luksusu, spokoju i pieszczoty.

Ubarwiała świat wokół siebie, ale jej sukces zawsze miał kolor złota. Gdyby żyła dzisiaj, mogłaby się stać jedną z ikon trendu jakim jest femvertising. 

Pewność siebie, niesamowita wyobraźnia, pracowitość, ambicja, odpowiednie kontakty i mistrzowska strategia sposobem na fortuny najbogatszych Polek?

Koper, opisując swoje bohaterki nie ogranicza sie wyłącznie do spraw biznesowych. Nie rozwleka niepotrzebnie tematów związanych z ich życiem prywatnym. Daje sobie prawo do subiektywnych decyzji a naszej wyobraźni pole do popisu. Ta książka nie rozczarowała mnie tak jak „Żony Bogów”, w której zabrakło mi myśli i prawdziwych uczuć tytułowych żon.

Być może wiedziałam czego się spodziewać? Chciałam jedynie zaspokoić swoją ciekawość na temat samych bohaterek. Nawet, jeśli – tak jak w przypadku Heleny Rubinstein – wiedziałam już sporo. 

***

Wielu mówiło, że ta kobieta miała niemal wszystko. Niektórzy wiedzieli jednak, że najbardziej na świecie brakowało jej miłości, której sama nie potrafiła dać. 

Trudno było ją kochać. Pewna swego, często cyniczna, odpychała od siebie nawet własne dzieci. Sprawiała wrażenie, że prawdziwą miłością kocha jedynie swoje kremy i siebie samą. Być może było tak dlatego, że zbyt długo i z ogromnym poświęceniem pracowała na swój wizerunek?

Zawsze go ubarwiała. I to od najmłodszych lat. Nieprawdopodobna wyobraźnia i fakt, że dość szybko musiała dorosnąć sprawiły, że pragnęła zmienić swoje życie i chciała czuć się wyjątkowo.

Jako młoda dziewczyna nie zgodziła się wyjść za mąż za bogatego wdowca, którego wybrał jej ojciec. Nie obchodziło jej dawanie dobrego przykładu młodszym siostrom.

JUŻ JAKO DZIEWCZYNKA UMIAŁA POSTAWIĆ NA SWOIM

Bardzo wcześnie zdała sobie sprawę, że z rachunkami radzi sobie lepiej niż własny ojciec, który w sklepie na krakowskim Kazimierzu, handlował naftą i jajami. Odmowa zamążpójścia miała swoje konsekwencje. Rodzice wysłali ją do Austrii, gdzie siostra matki wraz z mężem prowadzili sklep z futrami.

Kara okazała się szansą zejścia z drogi, prowadzącej do szarego i nudnego życia w rodzinnym Krakowie. Wiedeń dał jej wiedzę o tym czego pragnie ona sama i czego oczekują eleganckie kobiety.

Po trzech latach rodzice wysłali ją jeszcze dalej. Do wuja, który mieszkał w Australii. Początki na nowym kontynencie były trudne. Robiła jednak wszystko by iść do przodu. Sama wyznaczała sobie kierunek rozwoju nawet jeśli musiała cofnąć się o kilka kroków wstecz. Jak wtedy, kiedy chcąc dobrze nauczyć się języka, uczestniczyła w zajęciach z dużo młodszymi od siebie dziećmi. Nie przejmowała się tym. Zatrudniała się również jako niania i kelnerka. Ciężko pracowała i wiedziała, że cel uświęca środki. Swoje ambicje realizowała za wszelką cenę.

Próżno jednak szukać takich informacji w jej późniejszej biografii.

Ta kobieta wiedziała co to marketing osobisty i marketing szeptany!! W jej przypadku odbijały się one w krzywym zwierciadle próżnej i pewnej siebie dziewczyny. Mimo iż konfabulacja goniła konfabulację to działało! 

Ale od początku!

MISTRZYNI STORYTELLINGU I FEMVERTISINGU

Mieszkanki Coleraine gdzie mieszkała w Australii były zupełnie inne od poznanych wcześniej wiedeńskich kobiet. Ta różnica uświadomiła Helenie Rubinstein czego kobiety oczekują, co ona może im dać, jak to zrobić i od czego zacząć.

Miała pomysł na siebie, ale na razie nie miała pieniędzy. Czego chciały mieszkanki Coleraine? Ich sucha i źle pielęgnowana skóra aż prosiła się o chwilę uwagi. Tymczasem ona posiadała prawdziwe skarby. Ładną i nie spieczoną słońcem cerę oraz mały słoiczek kremu, który do walizki przed wyjazdem spakowała jej mama.

Postanowiła zbudować wokół tych dwóch elementów pełną emocji historię. Dzięki temu jej krąg znajomych kobiet wciąż pęczniał. Dzisiaj nazwalibyśmy to storytellingiem i femvertisingiem ale wtedy Helena opierała się wyłącznie na swojej intuicji. Czuła, że wie czego pragną kobiety, które o kosmetykach nie wiedziały praktycznie nic.

Opowiadała, że ów krem jej ukochana mama otrzymała od swojej przyjaciółki znanej aktorki Heleny Modrzejewskiej. Zrobił go dla niej słynny węgierski chemik, doktor Jakub Lykusky. Mówiła zasłuchanym w niej kobietom, że dzięki mieszance ziół, wyciągu z migdałów i ekstraktu z kory drzewa iglastego, skóra aktorki a potem jej matki była zawsze gładka i promienna. Wzruszała je wspominając, jak matka odwiedzała przed snem wszystkie dziewczynki i delikatnie wcierała odrobinę kremu w ich policzki. „Uczyni Cię to piękną” szeptała i całowała na dobranoc.

Działa na wyobraźnie prawda?

Tymczasem Helena Modrzejewska nigdy nie słyszała o rodzinie Rubinsteinów. Ba! Nawet gdyby słyszała nie zawracała by sobie głowy pójściem w ich zbyt skromne progi.

Jednak młoda Rubinstein konsekwentnie budowała wokół siebie historię dziewczyny z tradycjami, wiedzą i kochającą rodziną.

„Zanim dorosłam – wspominała Helena – byłam najstarszą z ośmiu sióstr. Nasz jedyny brat zmarł w dzieciństwie. Kraków był i wciąż jest średniowiecznie wyglądającym miastem, ośrodkiem intelektualnym i kulturalnym. Tutaj wszystcy dorastaliśmy. Żylismy w obszernej, starej kamienicy niedaleko Rynku, blisko uniwersytetu. To był dom zapełniony do granic możliwości pięknymi XIX wiecznymi meblami i różnymi zbiorami ojca, który miał zamiłowanie do archiwaliów i książek. Do oświetlania pokojów używalismy lamp naftowych, a w zimie utrzymywalismy ciepło dzięki wysokim kaflowym piecom, w których dniami i nocami palił sie ogień”

Prawda była oczywiście inna…

Przyszła królowa kosmetyków nie mieszkała w pobliżu Rynku a na Kazimierzu w bardzo skromnym i niewielkim mieszkaniu. Musiała się tam zmieścić cała dziesięcioosobowa rodzina.

Helena tak bardzo przywykła do upiększania swojego życiorysu, że sama zaczęła w niego wierzyć. Zdarzało się, że te wszystkie opowieści jej się myliły. Tym samym wielokrotnie sobie zaprzeczała. Nie przejmowała się tym zbytnio. I tak raz była dzieckiem zamożnej lekarskiej rodziny innym razem potomkinią rodu, który majatku dorobił się na kopalnictwie i bankowości. 

Te opowieści robiły wrażenie. Nie była NIKIM. Komuś z taką historią, z taką umiejętnością opowiadania i z taką prezencją – można było zaufać. Dbała więc o swój wizerunek bardzo skrupulatnie i bez wątpienia był on jedną z podwalin jej sukcesu.

MISTRZYNI WIZERUNKU, KTÓRA SKORZYSTAŁA NA TYM, ŻE KOBIETY ZACZĘŁY ZARABIAĆ

Inną powodem zawrotnej kariery był, między innymi, fakt, że wybijała sie w czasach bujnego rozwoju ruchu emancypacyjnego a kobiety wokół niej coraz głośniej domagały się równouprawnienia. Mimo, iż w Europie nie chciano zaakceptować takiej chęci zmian, w Australii nie miano z tym aż takiego problemu. Prawa wyborcze przyznano kobietom już w 1902 roku. Tutaj sufrażystki takie jak Emmeline Pankhurst nie były potrzebne.

Australia zdecydowanie różniła się od państw starego kontynentu. I tak w liczącym ponad 2 mln mieszkańców Melbourne, gdzie zamieszkała Helena Rubinstein, blisko 40% ogółu zatrudnionych stanowiły kobiety. Były gorzej opłacane ale aspirowały do niezależności finansowej.

To były właśnie jedne z pierwszych klientek Heleny. Dzięki nim zaczęła zarabiać.

KOBIETA UMIEJĘTNIE WYKORZYSTUJĄCA SWOICH KOCHANKÓW  

To jednak mężczyźni pomogli jej założyć jej pierwszy salon. Poznała ich, kiedy jako kelnerka pracowała w jednej z kawiarni w Melbourne. Byli to: malarz Cyril Dillon, handlarz winem Abel Isaacson, właściciel drukarni Herbert Farrow i dyrektor Robur Tea Company John Thomson. Szczególnie ten ostatni był mózgiem, który pokierował jej późniejszą karierą. Został kochankiem Rubinstein, której wcale nie przeszkadzał fakt, iż był żonaty. To między innymi dzięki jego pieniądzom mogła rozpocząć swoją działalność.

Pozostali mężczyźni równiez okazali się pomocni. Dillon zaprojektował logo firmy oraz foldery reklamowe. Farrow je wydrukował. Isaacson zajął sie logistyką.

Początkowo Helena nie była oficjalną właścicielką swojej firmy, gdyż nie posiadała australijskiego obywatelstwa. Dostała je w chwili, gdy jej firma odnosiła już ogromne sukcesy. Pomógł jej w tym, prawdopodobnie kolejny jej kochanek, Frederick Grimwade, prezes firmy farmaceutycznej Felton, Grimwade & Co. Osobiście poręczył za nią na piśmie.

W przyszłości wszystkich wymazała z pamięci… Nigdy o nich nie mówiła i nie przyznawała się do znajomości z nimi.

Inaczej rzecz się miała ze słynną śpiewaczką operową Nellie Melbą, która była jedną z jej pierwszych znanych klientek i jednocześnie swoistym liderem opini, promującym firmę Heleny Rubinstein wśród swojej publiczności.

PRAWDZIWA BIZNESWOOMEN STAWIAJĄCA NA EKSLUZYWNOŚĆ

W końcu, maleńka tubka kremu, którą pokazywała znajomym kobietom na zapleczu sklepu wuja zyskała nową i piękną oprawę.

Helena i jej doradcy pamietali o wszystkim. Zanim jeszcze powstała receptura kremu stworzono dokładną tożsamość wizualną produktu.

Ważne było wszystko.

ELEMENTY STRATEGII MARKETINGOWEJ, KTÓRE POMOGŁY ODNIEŚĆ SUKCES HELENIE RUBINSTEIN I VALEZE:

  • Odpowiednie miejsce na salon kosmetyczny
  • Starannie zaprojektowane wnętrze, kojarzące się z paryską elegancją
  • Piękne opakowanie z logo firmy
  • Trafiona nazwa – VALAZE, która nic nie znaczyła ale pieknie brzmiała. Łatwo wpadająca w ucho nazwa była „jedną z kluczowych kwestii promocji” (str. 38)
  • Wysoka cena słoiczka z kremem (dzisiejsza równowartość 26 euro za duży słoik). Tutaj Helena wykazała się niesamowitym zmysłem handlowym i znajomością kobiecej psychiki. Czuła, że klientki nie kupią zbyt taniego kosmetyku. Wysoka cena była swoistą obietnicą eksluzywności i porządnej jakości produktu. Rubinstein pozostawała tej zasadzie wierna już zawsze. Gdy, któraś linia kosmetyków sprzedawała się gorzej, podnosiła cenę. To automatycznie zwiększało zainteresowanie klientek.
  • Odpowiednia reklama (firma Thompsona  wykupywała całe szpalty w najpoczytniejszych dziennikach)

„Valaze doktora Lykusky’ego, najsławniejszego europejskiego specjalisty w dziedzinie pielęgnacji cery, najlepiej odżywi skórę. Valaze w miesiąc poprawi kondycję każdej skóry. Słoiczki po 3 i pół oraz 5 i pół szylinga, przesyłka dodatkowo 6 szylingów. Dostępny w firmie Heleny Rubinstein”

„Powszechnie znana odzywka do skóry doktora Lykusky’ego, Valaze – pisano w reklamie z 1904 roku – sprawia, że brzydka cera staje się ładną, a ładna – piękną. Valaze sporządzany jest z rzadko spotykanych ziół rosnących wyłącznie w Karpatach i ma nieocenioną wartość dla tych pań, którym doskwierają piegi, oparzenia słoneczne, zmarszczki, egzema, wągry lub jakieś inne niedostatki skóry. Valaze nadaje skórze miękkość, połyskliwość i przeźroczystość jak u dziecka. UWAGA. Wystrzegać się miejscowych imitacji sporządzanych w ten sposób by przypominały Valaze, jedyną importowaną odżywką do skóry”

  • W późniejszych latach w reklamach zwracała się do swoich klientek w drugiej osobie. Chciała się do nich zbliżyć:

„Chcę Ci powiedzieć – w trakcie osobistej pogawędki – o moim Instytucie masażu Valaze. Znajduje się tutaj w Sydney – pewnie wiesz, że mam juz jeden w Melbourne, i oba dorównują słynnym instytutom piękności, w jakich bywałam w Europie. Weź to pod uwagę i zajrzyj do mnie kiedy będziesz w Sydney. Mnie i moją siostrę możesz spotkać pod numerem 158 przy Pitt Street”

  • Artykuły sponsorowane. Helena umiała negocjować z właścicielami gazet. W zamian za płatną reklamę żądała bardzo pochlebnych tekstów.
  • Świetna komunikacja z klientkami – z każdą z nich błyskawiczny i serdeczny kontakt potrafiła nawiązać zarówno Helena i jej pracownice. Były w tym mistrzyniami. Ważna była rozmowa na każdy temat i z każdą klientką bez względu na status materialny i poglądy. Istotny był uśmiech. Konieczna zaś widoczna troska, poczucie bezpieczeństwa i przekonanie o profesjonaliźmie. Helena mawiała: „nie ma brzydkich kobiet, są tylko leniwe” i święcie w to wierzyła a dzieki niej wierzyły  i jej klientki.
  • Helena Rubinstein sama była żywą reklamą swojej firmy:

„Panna Rubinstein ma piękną niezkazitelną cerę, której zdaje się nie zaszkodzić tutejszy klimat – pisał o niej jeden z dziennikarzy. – Nie ukrywa, że od lat do jej zwyczaju należy używanie prostej odżywki do skóry doskonale znanej w Warszawie, a sporządzonej przez nadzwyczaj uzdolnionego specjalistę od pielęgnacji cery. Panna Rubinstein przedstawiła ten produkt w Melbourne i teraz zyskała poparcie aktorki, panny Nellie Stewart, której zdaniem ‚jest to najcudowniejszy znany preparat'”

  • Stworzenie wokół produktów konsekwentnie powtarzanej historii, wpływającej na emocje. Uparcie twierdziła, że krem sprowadza z Europy, a na miejscu zajmuje się jedynie jego pakowaniem w specjalnie dla niego zaprojektowane słoiczki. To oczywiście było bajką wymyśloną po to aby klientki bardziej uwierzyły w historię o Helenie Modrzejwskiej i węgierskim doktorze Lykuskim.
  • Dbanie o odpowiednich ambasadorów marki, którymi byli znani i lubiani: aktorzy, arystokraci, celebryci.
  • W przyszłości obsadzenie najważniejszych stanowisk w jej królestwie krewnymi. Docelowo ufała tylko im. Sióstr i kuzynów miała sporo. Płaciła im dobre pensje i wymagała pełnej dyspozycyjności.

Helena Rubinstein wierzyła, że diabeł tkwi w szczegółach. Wszystkie te elementy doprowadziły ją do sukcesu i do ekspansji na resztę świata.

ŁAMAŁA STEREOTYPY I PODGLĄDAŁA NAJLEPSZYCH

Do Krakowa, po latach rozłąki z rodziną wróciła tylko raz. Jest jednym z przystanków podróży po Europie. Jest już sławną i bogatą właścicielką wielkiej firmy, która spiesząc przyjrzeć się europejskiemu rynkowi ówczesnej kosmetyki odwiedziła matkę i siostry.

Zrozumiała wtedy jak bardzo oddaliła się od „ciasnego świata krakowskiego Kazimierza”. Ugruntowała się w przekonaniu, że „jest kowalem swojego losu”.  Do swojego świata zaprosi wkrótce część sióstr, które będą pomagać jej w prowadzeniu salonów. 

W Paryżu odwiedzała miejscowe instytuty kosmetyczne, pilnie śledząc wszystkie kosmetyczne nowinki. Przyglądała się im również podczas podróży po najważniejszych uzdrowiskach Europy. Interesowała się tam „najnowszymi trendami leczenia zdrojowego” (str. 47) a szczególnie terapi dietą. Z tych wojaży przywiozła wiedzę, którą z powodzeniem sprzedawała na antypodach.

Inaczej było po przyjeździe do Angli.

Londyn bardzo ją rozczarował. Brała tam udział w kilku eksperymentach zabiegowych przy Bond Street. Tamtejsze metody były nieprawdopodobnie ubogie w porównaniu do tych, które sama stosowała. Doszła do wniosku, że „w całym Londynie nie ma ani jednego miejsca, gdzie kobieta moglaby zadbać o swoja urodę” (str. 47) . Mało tego! Wśród kobiet z wyższych sfer zabiegi kosmetyczne były czymś wstydliwym. I to na tyle, że nigdy nie odważyły się wejść do salonu piękności głównym wejściem. Korzystały z wejścia „incognito”.

To jednak nie koniec zaskakujących rozczarowań. Odkryła, że w słynnym domu towarowym Harrods nie ma asortymentu kosmetycznego z prawdziwego zdarzenia. Czy mogły być nim szczoteczki, proszek do zębów, siatki do włosów i mydła??? Dla Heleny to było nieprawdopodobne! 

Na tej żyznej i nie zaoranej jeszcze ziemi odkryła dla siebie wielką szansę.

Tymczasem wróciła do Australii i założyła w Melbourne Instytut Piękności doskonale wyposażony we wszelkie najnowsze urządzenia. Wykorzystywała w nim wiedzę zdobytą w domach zdrojowych i we Francji. Chwaliła się, że we francuskiej stolicy studiowała pod okiem znanego dermatologa, doktora Berthalota. Jest to jednak kolejna konfabulacja, którą skutecznie wykorzystała do promocji nowego miejsca. 

Do Melbourne przybyły z nią siostra i kuzynka. Obie miały odgrywać rolę jej doskonale wykształconych asystentek, ktore przjechały prosto z Wiednia. Odtąd jako dwie wiedeńskie specjalistki z wiecznym uśmiechem na twarzy, pokazywały zachwyconym klientkom jak działają maszynki do usuwania zmarszczek, jak pozbyć się rumieńców, jak dbać o cerę. Obie starannie umalowane i ubrane w czerwone stroje. Każdy z nich miał wyszyty złotą nicią znak graficzny firmy „Helena Rubinstein”.

Wkrótce pod dyktando szefowej asystentki rozpoczęły szkolenie zastępczyń. Helena szykowała się do dalszej ekspansji. Nie chciała otwierać kolejnego salonu w Melbourne. Wiedziała, że wtedy ten pierwszy może stracić swą dobrą renomę. Wybrała Sydney. Szefową nowego salonu została jej siostra.

Następny w kolejności instytut otworzyła w stolicy Nowej Zelandii, Wellington.

Marzyła jednak o budowie światowego imperium kosmetycznego.

W tym pomógł jej już przyszły mąż – Edward Titus. 

NAJBARDZIEJ KOCHAŁA SWOJE PIERWSZE DZIECKO – WŁASNĄ FIRMĘ I TO DLA NIEJ POŚWIĘCIŁA WSZYSTKO

Edward Titus był polskim żydem, który wraz z rodziną wyemigrował do USA. Pracował jako dziennikarz. Fascynowali go ludzie z wyższych sfer. Ważni i bogaci. Przede wszystkim jednak wielbił piękne kobiety. Był prawdziwym koneserem życia.

Helenę Rubinstein poznał podczas przeprowadzanego z nią wywiadu. Zainteresował ją. Dotąd spotykała mężczyzn, którzy bali się zmian wiodąc (jej zdaniem) ciasne i monotonne życie. Edward wpłynął na jej wyobraźnię. Miał wiele ciekawych zainteresowań i jeszcze więcej przyjaciół na całym świecie. Wyciągał ją do teatru oraz na koncerty. Rozmawiał z nią o sztuce zapraszał do modnych lokali, porywał na niespodziewane spacery po ogrodach Sydney albo Melbourne. 

Początkowo była to znajomość zawodowa. Helena była zachwycona jego pomysłami. Tak bardzo, że po jakimś czasie Edward zrezygnował z pracy dziennikarza i został szefem marketingu i reklamy w jej firmie. Niewatpliwie firma i Helena zawdzięczają mu wiele. Razem pewnym krokiem wkroczyli do świata wielkich pieniędzy. 

Oto jakich zmian dokonał Edward Titus.

SUKCESY MARKETINGOWE EDWARDA TITUSA W FIRMIE „HELENA RUBINSTEIN”

  • To on wymyślił obecnie funkcjonujące logo firmy. Uznał, że jej imie i nazwisko jest już na tyle rozpoznawalną marką, że można się na nim oprzeć.
  • Wymyślił pseudonim, który określał pozycję Heleny Rubinstein. Tym samym przez resztę jej życia pracownicy, klientki i dziennikarze zwracali sie do niej po prostu „Madame”.
  • Był odpowiedzialny za nowy, agresywny  wizerunek firmy. Salony nie zapraszały już klientek. Reklamy sugerowały, że „korzystanie z usług Madame jest obowiązkiem każdej ambitnej kobiety” (str. 52)

„Mówią, że kobieta ma tyle lat na ile wygląda, to znaczy na ile wygląda jej skóra. Starajcie się zachować młodą skórę, a wtedy upływające lata nie będą Wam straszne”

„Mężczyzna, który co rano przy śniadaniu siedzi naprzeciw kobiety inteligentnej, z którą wiedzie błyskotliwą konwersację, ale której cera jest zniszczona, nie będzie codziennie w dobrym humorze, czasem będzie grymasił”

  • Korzystając ze znajomości w środowisku dziennikarskim pisał pochlebne artykuły na temat usług w firmie Heleny.
  • Przy wprowadzaniu firmy na rynek londyński doskonale wyczuł panujące tam klimaty, które znacznie rózniły się od tych w Australii. Po przeprowadzeniu analizy zdecydował się na otwarcie salonu z bezpłatnymi zaproszeniami dla miejscowych dam. Wszystkie wizyty były bardzo dyskretne.
  • W Paryżu pomógł Helenie otworzyć salon. W miejscu gdzie mieścił się inny, znany instytut kosmetyczny. Prowadziła go kobieta chcąca wycofac się z interesu. Poza lokalem położonym niemal w centrum Paryża otrzymali receptury jej doskonałych, ziołowych preparatów do twarzy. Madame otworzyła tam swój paryski Maison de Beaute Valaze, gdzie proponowała zmodyfikowaną ofertę swoich kosmetyków. Znalazła się wśród nich linia kremów, będących w rzeczywistości wynalazkiem poprzedniej właścicielki salonu (str. 65). Linia ta zdobyła sławę a Helena w Paryżu odniosła kolejny sukces.
  • Swoimi dziennikarskimi kontaktami ułatwił jej ekspansję na Stany Zjednoczone w czasie I wojny światowej. W Nowym Jorku miał wiele kontaktów z dawnych lat, które skutecznie wykorzystał. Tym samym Helena miała tam zapewnioną całkiem dobrą reklamę.

„Wojna przywiodła do Nowego Jorku specjalistkę  – relacjonowano na łamach „Vogue’a” – której dzieło jest natychniast widoczne na twarzach najpiękniejszych kobiet za granicą, jak i w kraju. Światowa dama nie puka już do drzwi jej salonu w Paryżu, bowiem Czerwony Krzyż przyjął do swoich szeregów nawet  te najbardziej frywolne istoty. W Londynie salon naszej nowej specjalistki zajmuje sie pakowaniem kremów i płynów do twarzy dla księżniczek i innych dobrze urodzonych pań, które przychodzą tam w uniformach sanitariuszek, by zyskać ostatnie instrukcje na temat pielęgnacji cery przed udaniem sie na front”

Helena patrzyła pracę męża z podziwem. Jednak na początku ich znajomości po raz pierwszy dostrzegła w mężczyźnie „coś więcej niż tylko przydatność w prowadzeniu biznesu” (str. 53). W wieku 34 lat naprawdę się zakochała. A on? Tak naprawdę nie wiadomo czy kierował się miłością czy chęcią zostania przy niej kimś ważnym. Po latach Helena oskarżała go, że (paradoksalnie) nie widział w niej kobiety tylko partnera biznesowego.

Pobrali się – ale to małżeństwo nie należało do szczęśliwych. Obojgu naprawdę zależało jedynie na dwóch sprawach. Firmie i dzieciach, które wkrótce się pojawiły. Mieli dwóch synów. Roya i Horacego. Helena firmę doglądała i dbała o jej rozwój. Dzieci karmiła i wykształciła. To wszystko. Więcej czasu poświęcał im ojciec.

Rzadko spędzali czas we czwórkę. Nawet wtedy Helena myślała o pracy. Dowodem na to niech będzie fakt, że podczas kilku, wspólnie spędzonych i wyjątkowo upalnych dni, wpadła na pomysł produkcji kremów przeciwsłonecznych (str. 77). Czegoś takiego jeszcze nie było! Edward je wypromował i znów razem zrewolucjonizowali rynek kosmetyków. 

Po latach ich małżeństwo w końcu się rozpadło. On przeszedł do konkurencyjnej firmy prowadzonej przez jej odwieczną rywalkę Elisabeth Arden, z którą jakiś czas później wziął ślub. Ona wyszła za mąż jeszcze raz za gruzińskiego księcia. Po jego śmierci, jako 80 letnia wdowa znalazła pocieszenie w mężczyźnie o 40 lat młodszym od siebie. 

Synom nie umiała dać tego czego pragnie każde dziecko. Odbiło się to na ich przyszłości. Starszy odsunął sie od matki i długo mógł znaleźć szczęścia w miłości. Młodszy, z którym dogadywała się nieco lepiej – zdecydowanie bardziej beztroski i typowany na jej następce – zginął jeszcze za jej życia. Obojgu nie zdążyła powiedzieć tego co najważniejsze…

Po latach przyznała, ze nie umiała kochać nikogo tak bardzo jak swoje pierwsze dziecko – własną firmę. Wyśniła ją sobie jeszcze w maleńkim mieszkaniu na krakowskim Kazimierzu, patrząc na skromne życie rodziców, którzy nie mieli żadnych marzeń i ambicji. Czytając o tym, że praktycznie nie utrzymywała z nimi kontaktów, myślę że ich nie szanowała. Sama inaczej pokierowała swoim życiem, osiągnęła sukces a w prowadzeniu firmy wyprzedziła swoją epokę. Nawet dzisiaj, gdy wokół nas jest tak dużo kobiet sukcesu, niejedna z nich – pod kątem zarządzania przedsiębiorstwem – mogłaby się od Madame wiele nauczyć. 

Władza uzależnia i o tym wiedzą nie tylko kobiety. W tamtych czasach Helena Rubinstein przecierała szlaki dla wielu jej podobnych – niedostępne. Ta możliwość sprawiła, że chłonęła świat, który się przed nią otworzył całą sobą. Żyła pracą. Zdobywała i parła do przodu. Zapłaciła za to wysoką cenę. Czy jej synowie ją za to szanowali? Myślę, że tak. Szanowali, podziwiali ale dali by wszystko za prawdziwą matkę a nie partnerkę w biznesie, którym na koniec stało się ich życie. 

„Dałam synom luksusowe życie i pieniądze, o jakich można tylko zamarzyć. Ale czy dałam im wystarczającą część mnie? Nie sądzę… Chciałabym żyć 300 lat, żeby wszystko uporządkować w swoim życiu” – mówiła pod koniec swoich dni ich matka

Tych ostatnich planów nigdy nie udało jej się wynegocjować. Jak bowiem pertraktować w tych sprawach z samą sobą?

Fortuny najbogatszych Polek. http://vumag.pl/ludzie-uroda/rubinstein-ladna-historia/pkccc

Młoda Helena Rubinstein. Źródło zdjęcia: http://vumag.pl/ludzie-uroda/rubinstein-ladna-historia/pkccc

Fortuny najbogatszych Polek. Helena Rubinstein.. Źródło zdjęcia: http://americanpast.blogspot.com/2014/07/the-beauty-of-miniature-helena.htm

Helena Rubinstein.. Źródło zdjęcia: http://americanpast.blogspot.com/2014/07/the-beauty-of-miniature-helena.htm

Salon Heleny Rubinstein w Paryżu 1913 rok. Źródło zdjęcia: Fortuny najbogatszych Polek. Helena Rubinstein.. Źródło zdjęcia: http://americanpast.blogspot.com/2014/07/the-beauty-of-miniature-helena.htm

Salon Heleny Rubinstein w Paryżu 1913 rok. Źródło zdjęcia: http://americanpast.blogspot.com/2014/07/the-beauty-of-miniature-helena.htm

Fortuny najbogatszych Polek. Helena Rubinstein. Źródło zdjęcia: http://www.newsweek.pl/styl-zycia/zycie-heleny-rubinstein,69756,1,1.html

Helena Rubinstein. Źródło zdjęcia: http://www.newsweek.pl/styl-zycia/zycie-heleny-rubinstein,69756,1,1.html

Źródło zdjęcia: http://www.veroniquechemla.info/2011/03/poudre-gloire-beaute-dann-carol.html

Źródło zdjęcia: http://www.veroniquechemla.info/2011/03/poudre-gloire-beaute-dann-carol.html

***

Pisząc tekst korzystałam z książki Sławomira Kopra, „Najbogatsze. Jak powstały fortuny Polek”, Wydawnictwo Czerwone i czarne, Warszawa 2016. oraz z tekstów zamieszczonych na stronach, które można znaleźć klikając linki umieszczone jako źródła umieszczonych tu zdjęć.

Sprawdź także

Brak komentarzy

Zostaw komentarz