Kobiece treści, Krakowianka z Pomorza

Rzeczywistość w bajkowym szkle powiększającym, czyli legendy o kobietach łagodzących obyczaje.

30 listopada 2015

Co mówią nam legendy o mieście, w którym mieszkamy? Czy odsłaniają przed nami swoisty charakter regionu? Pokazują w co wierzono przed wiekami? Podpowiadają jakie opowieści snuto na tych ziemiach dzieciom? Wyjaśniają co było wtedy najbardziej istotne z punktu widzenia przekazu dla nauki, wartości i tym samym człowieczeństwa? 

Legenda i mit jako zjawisko kulturowe nadal pełni ważną rolę cywilizacyjną. Niegdyś niejednokrotnie tłumaczono nim sens życia. To zaś, co było niewytłumaczalne, niepojęte – dzięki legendom stawało się jasne i oczywiste. Dzisiaj legendy odsłaniają przed nami mroki historii, pokazują w co wierzono i jak ważna była to wiara dla nam potomnych. Wiara w honor, odwagę, lojalność. Wiara w powstanie Państwa i silną przynależność do społeczeństwa. Metafizyka i fantastyka podkreślała rangę owych wierzeń i pokazywała jak silna jest ich rola, skoro sprzyjają im siły nadprzyrodzone. Stworzone z pradawnych podań. Najważniejsza była i jest w nich ciągłość. Nić historii, która przędzie mocną tożsamość danego miejsca. Od zarania dziejów. 

Zarówno Kraków, Gdańsk jak i Gdynia mają w swoim repertuarze odległych wspomnień wiele przekazywanych z pokolenia na pokolenie legend, które przetrwały do dnia dzisiejszego. Bohaterkami wielu z nich są kobiety o silnym, skomplikowanym i wyrazistym charakterze. Przedstawiam Wam trzy legendarne, żeńskie postacie z południa i pólnocy Polski. Każda z tych legend może się nieco różnic od tych, które znacie. Ich wersji jest mnóstwo. Każda inna w zależności od regionu, czasem rodziny i źródła przekazu. Wybrałam te, które są mi najbliższe. Przedstawiam je Wam w taki sposób, w jaki sama je poznałam. Każda z tych legend uczy nas dzisiaj czegoś innego. O tym jednak na końcu postu…

Zaczynamy…

Dawno, dawno temu… A może jeszcze dawniej… Tak dawno, że nawet najstarsi ludzie tego nie pamiętają żyła sobie …

***

Wyrosłam w przekonaniu, że Kraków to miasto legend. Mówiono mi, że prawie każdy kościół i każda kamienica kryją w sobie tajemniczą historię. Myślałam, że nie ma drugiego takiego miasta w Polsce. Myliłam się równie baśniowe są podania z innych miejsc. Wśród nich zaś swoje szczególne miejsce zajmują historie kobiet…

*** KRAKÓW ***

1. Królowa Wanda, co Niemca nie chciała.

Wanda była najmłodszym dzieckiem króla Kraka, który przybył na piękne, zielone tereny w niedalekiej odległości od gór. Zakochawszy się w nich, tutaj właśnie postanowił założyć nowe Państwo. Opromieniony sławą wielu wygranych bitew został ogłoszony przez Polaków królem. Rezydował w mieście nazwanym od jego imienia – Krakowem. Niestety w jego centralnym punkcie – tuż pod królewskim zamkiem – w ciemnej i rozległej pieczarze rezydował straszny smok. Co tydzień trzeba mu było ofiarowywać na pożarcie bydło. W przeciwnym razie porywał ludzi. Najchętniej zaś zjadał młode dziewice. 

Król miał bardzo dzielnych synów, a Wanda dwóch starszych braci. Obaj, działając wspólnie postanowili przechytrzyć potwora. Podrzucili mu skórę bydlęcą, napełnioną siarką. Smok chciwie rzucił się na jedzenie. Zmarł w konwulsjach u brzegu Wisły, dobity przez obydwu braci. Ci zaś po powrocie na zamek długo ucztowali. Starszy zaczął przechwalać się swoją odwagą. Sobie przypisywał podrzucenie bydlęcej skóry i ostateczny cios. Młodszy stał z boku i nie miał odwagi przeciwstawiać się starszemu bratu. Wątpliwi przyjaciele jednak – którzy należeli do jego dworu – zaczęli szeptać mu do ucha, że brat go ośmiesza. Skoro tak, musi coś z tym zrobić. Bracia zaczęli się kłócić. Ich młodsza siostra, Wanda usiłowała ich pogodzić. Tłumaczyła, że dla niej obaj są prawdziwymi bohaterami. Nic to jednak nie pomogło. Młodszy z braci chcąc sobie przypisać pełne zwycięstwo, zamordował starszego i został następcą ojca na tronie. 

Krakowi Młodszemu nie dane było przyzwyczaić się do rządzenia. Jego zbrodnia wkrótce wyszła na jaw. Został wygnany z kraju. Królową zaś została jego młodsza siostra Wanda. Słynęła z niebywale pięknej urody, którą opiewano w pieśniach, poematach i przedstawiano na obrazach. Jednocześnie znana była z dobroci, mądrości, religijności i roztropności w rządzeniu królestwem polskim. Nic dziwnego więc, że miała wielu adoratorów. Niestety, żaden jej zdaniem, nie zasłużył na królewskie względy. Mawiała, że na razie poświęca siebie Państwu i Bogu. Jednak jeden z adoratorów był wyjątkowo natarczywy. Nie trudno wyobrazić sobie, że poza ręką Królowej chciał zostać również władcą Polski. Był to książę niemiecki Rytygier.

 „Książę niemiecki Rytygier – pisał Długosz – widząc, że nie może jej skłonić ani prośbami, ani podarkami do małżeńskich związków, w poczuciu wzgardy i odmowy zebrał ogromne wojsko i wkroczył do Polski, chcąc wywalczyć orężem to, czego nie mógł uzyskać prośbą. (…)

 Przeto Wanda zwoławszy dostojników (…) i złożywszy ofiarę ze zwierząt i zwyczajem ojczystym odprawiwszy nabożeństwo, przy którym dzięki czyniono bogom za wyświadczone łaski (…), skoczyła z mostu na rzece Wiśle, ofiarując się falom rzeki i pokryta nimi zginęła. Nad rzeką Dłubnią, o milę od Krakowa, na polu jest jej mogiła. I – rzecz to dla potomnych bardziej godna podziwu niż wiary – jej także mogiłę wzniesiono równie dostojną jak ojcu. Z ziemi bowiem wzniesiono wysoki kopiec, który wskazuje do dziś dnia jej grób, a od niego miejscowość tę nazwano Mogiłą. Nie wątpi też żaden Polak, że słuszny to był wyraz uznania dla Kraka i Wandy, w ten sposób bowiem postanowili pamięć o nich następnym przekazać wiekom”. 

Legenda ta ma pokazać sprawiedliwą walkę Polaków w obronie swej suwerenności. Najeźdźcy zostali pokonani dzięki cnocie ich królowej, która nie chcąc poślubiać wroga rzuciła się w nurt rzeki. Poświęciła siebie w obronie poddanych. Jej mit miał pokazać wyższość moralną Polaków nad Niemcami. 

Dzisiaj w Krakowie można wspiąć się na dwa kopce, które – według legendy – skrywają  mogiły króla Kraka i jego córki, królowej Wandy. Każde krakowskie dziecko zaś zna ten krótki wierszyk:

Wanda leży w naszej ziemi,

Co nie chciała Niemca,

Lepiej zawsze żyć z swojemi

Niż mieć cudzoziemca.

2. Piękna Żydówka, którą pokochał katolicki Król.

Wszyscy Krakowianie doskonale znają Kazimierz,  jedną z najbardziej popularnych teraz dzielnic ich miasta. Za czasów PRL znany był z niebezpiecznych zaułków, szarych i obdrapanych kamienic oraz wszechobecnej pustki za dnia.

Dzisiaj odzyskał dawną świetność. Jest gwarną, kolorową i artystyczną dzielnicą. Przez wielu porównywaną do londyńskiego Soho. Żyjącą w dzień jak i w nocy. Nie trudno – patrząc na odnowione kamienice, stylizowane sklepy, kawiarnie, restauracje, place niekiedy pełne artystów i sprzedawców – wyobrazić sobie jak tętnił życiem Kazimierz przed wiekami. Na ulicach nie zobaczymy już tylu żydowskich rodzin co dawniej, wciąż jednak jest ich więcej niż w niejednym miejscu w Polsce. O ich tradycji i religii przypominają synagogi, dawne sklepy, kamienice. W jednej z nich przed wiekami zamieszkała wyjątkowej urody żydówka, Estera. Nałożnica króla Kazimierza Wielkiego. Córka bardzo bogatego lekarza z Opoczna, który oprócz medycyny zajmował się również handlem. Król znany ze swojej kochliwości i wielkiego łoża dla pięknych kobiet, stracił dla niej głowę bardzo szybko. Odprawił ówczesną kochankę, Czeszkę Rokiczankę i szeroko rozpostarł strojne ramiona dla Estery. Tak pisze o początkach tej znajomości, jeden z najbardziej znanych kronikarzy Polskich:

„Kazimierz król wylawszy się na rozpustę i pogardziwszy żoną Adelaidą pozwala ją ojcu książęciu heskiemu odwieźć do domu, a połącza się z Czeszką Rokiczaną: ale wnet i tę porzuca, a Żydówkę Esterę bierze za nałożnicę, za której wpływem nadaje Żydom wiele swobód i wolności” (Jana Długosza kanonika krakowskiego Dziejów polskich ksiąg dwanaście. T. 3, ks. 9, 10 s 248).

Jak pisze Długosz, Kazimierz Wielki stracił głowę dla pięknej żydówki. Nie da się wykluczyć, że wykorzystywała ten fakt jej rodzina a także ona sama. W bardzo szybkim czasie Król nadał Żydom ogromne przywileje. To jednak nie wszystko 17 lutego 1335 roku utworzył pod Krakowem dla Estery i jej pobratymców osobne miasto. Nadał mu swoje imię. Tu mogli spotykać się z ukochaną bez plotek i dworskich knowań. Tu żyli szczęśliwie. Nie bez powodu więc mówi się, że krakowski Kazimierz począł się z miłości. Piękna Żydówka urodziła królowi córki, które wychowywały się przy matce w żydowskiej wierze. Król Kazimierz, mimo iż sam pozostał katolikiem, znał tą wiarę, rozumiał i szanował. Swoją ukochaną, nierzadko z córkami zabierał na wyprawy po Polsce. To dlatego w wielu miastach znajdują się domy Estery. Prawdopodobnie w nich zatrzymywała się królewska nałożnica. Po jakimś czasie Kazimierz przeprowadził Esterę do swojego letniego pałacu w Łobzowie, gdzie dalej cieszyli się sobą nawzajem. Legenda mówi, że z jednej z tych lokalizacji – albo z Kazimierza, albo z pałacu w Łobzowie – wiódł tajemny tunel prowadzący do Wawelskiego Wzgórza. To tą drogą spieszył król do swej kochanki w towarzystwie pochodni.

Jednak nic co piękne nie trwa wiecznie… Na piękno zaś, nasz polski król był wyjątkowo wyczulony. Nie umiał długo wytrzymać przy jednej kobiecie. Gdy Estera odkryła zdradę i kiedy dzień po dniu dostrzegała jej kolejne dowody w zachowaniu ukochanego – popełniła samobójstwo. Wyskoczyła z jednej z wież Łobzowskiego zamku. Kazimierza jej śmierć bardzo zabolała. Z jego inicjatywy pochowano ją w łobzowskim parku. Na jej grobie usypano kopiec, który miał podobno aż 8 metrów wysokości. Prawdziwość tej legendy usiłował sprawdzić późniejszy król Stanisław August Poniatowski, który podczas swojego panowania zamieszkał na chwilę w łobzowskim pałacu. Niestety szczątków ludzkich w owym kurhanie nie znalazł. Kopiec został zrównany z ziemią w latach 50. Pałac w Łobzowie również już nie istnieje. Na Krakowskim Kazimierzu, przy ulicy Krakowskiej 26 stoi zaś Dom Estery, gdzie rzekomo mieszkała przed wyjazdem do Łobzowa ze swoimi córkami i gdzie bardzo często przebywał również król Kazimierz Wielki. Jest tu równiez ulica Estery. Legenda o Esterce – wielkiej miłości ostatniego Piasta – jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. 

3. Nawojka – pierwsza studentka w spodniach

Kiedyś na akademiach uczyć się mogli wyłącznie mężczyźni. Pierwsze kobiety na Uniwersytetach pojawiły się dopiero w XIX wieku. Jednak w Krakowie, pod koniec XIV wieku urodziła się dziewczynka, której ciekawość świata i pragnienie wiedzy przeszło do legendy. 

W średniowieczu od wysoko urodzonych mieszczek oczekiwano godnego zamążpójścia. Rodzice posyłali je do przyklasztornych szkół, albo inwestowali w prywatne guwernantki. Najważniejsza była nauka towarzyskiej ogłady, która niejednokrotnie wypierała umiejętność czytania i pisania. Na to nie było czasu, miejsca ani chęci. Dla wielu kobiet była to naturalna kolej rzeczy. Jednak nie dla Nawojki. Córka burmistrza Dobrzynia nad Wisłą, która umiejętność pisania i czytania – zarówno po polsku jak i po łacinie – wyniosła z domu.

Nie przerażał ją płonący stos, który był karą dla kobiet sprzeniewierzających się dawnym tradycjom. Miłość do książek i nauki wygrała w jej przypadku z uczuciem do mężczyzny. Legenda mówi, że w dzień swojego własnego ślubu uciekła z Dobrzynia, do Krakowa i tam w przebraniu chłopca, jako żak Jakub, rozpoczęła naukę na najbardziej prestiżowej uczelni w tej części Europy. Była wybitnym sutentem. W ciągu trzech lat zdała wszystkie egzaminy. Zyskała uznanie w oczach profesorów. Pochodziła z zamożnej rodziny i koniec, końców ojciec, który bardzo ją kochał i rozumiał jej pasję, nie pozostawił córki samej sobie. Dzięki temu, miała pieniądze na wynajęcie osobnego pokoju na stancji. Wszystko układało się świetnie. Do czasu… 

Nawojka świeżo po uzyskaniu dyplomu bakałarza i przywdzianiu odświętnej togi, spacerowała z kolegami po ulicach Krakowa w Lany Poniedziałek. Chociaż wodą polewa się wyłącznie panny, gdyż ma to wpływ na ich atrakcyjność i płodność, z niewiadomych powodów oberwało się również „Jakubowi”. Przemoczona toga, która momentalnie przykleiła się do ciała, ujawniła że Jakub w rzeczywistości jest młodą kobietą. To był szok!

Dziewczynę postawiono przed sądem biskupim. Jednak jej nieposzlakowana opinia, znakomite świadectwa nauki i moralności oraz sympatia profesorów, wpłynęły ostatecznie na wymiar wyroku. Nawojka została zesłana na dożywotnią pokutę w klasztorze. Co dzień miała przepraszać Boga za to, że pokochała naukę. Nie złamało jej to jednak. Zaopiekowała się przyklasztorną szkółką nowicjacką, gdzie uczyła mniszki sztuki pisania i czytania.

Dziś imieniem Nawojki nazywa się pierwszy żeński akademik Uniwersytetu Jagiellońskiego z 1929 roku. Z chwilą jego otwarcia, każda z dziewcząt zamieszkująca liczne pokoje, dokładnie znała legendę o swojej wielkiej poprzedniczce.

Mieczysław Czuma, miłośnik Krakowa wierszem uczy tej historii krakowskie dzieci:

Kiedyś były

czasy takie,

że nie każdy

mógł być żakiem.

 

Bo bywali

dopuszczeni

do wysokich

akademii

 

czy to swoi

czy to obcy,

ale zawsze

tylko chłopcy.

 

I bez żadnej

swojej winy

wejść nie mogły

tam dziewczyny.

 

Ale była

jedna taka,

co przebrana

za chłopaka,

 

ukrywając

swój warkoczyk,

odważyła

się przekroczyć

 

sama jedna,

nie bez trwogi

szkół wysokich

wielkie progi

 

Dziewczęcego

tego żaka

wszyscy mieli

za chłopaka

 

więc Nawojka

w szczęściu cała

studiowała

tak, jak chciała

 

Ale przyszedł

smutny finał

poznał ktoś, że

to dziewczyna,

 

no i wtedy

z hukiem wielkim

wyrzucili

ją z uczelni

 

Dziś się można

ubrać modnie

czy w sukienkę

czy też w spodnie,

 

dla każdego,

kto ma głowę

dziś są szanse jednakowe.

***

Kiedy przyjechałam do Trójmiasta i usłyszałam parę tutejszych legend, uderzyła mnie ich inność. Wynikająca oczywiście z tak odmiennej historii regionu, od tej, którą znałam. Jednak nie tylko. Mam wrażenie, że w tutejszych przekazach więcej jest baśniowych postaci, które przywodzą na myśl bohaterów Tolkienowskiej książki „Władca Pierścieni” albo Martinowskiej sagi „Pieśń lodu i ognia” na podstawie której powstał znany większości serial „Gra o tron”.

*** TRÓJMIASTO ***

1. Piękna Raja i Dan, którzy założyli Gdańsk

Kiedyś, nad starym Gdańskiem dominowały dwa wzgórza. Jedno, niższe mieszkańcy miasta uznali za boskie i nazwali Biskupią Górą. Drugie, którego wierzchołek wiecznie skryty był za mgłą, cieszyło się złą sławą. Nazwano go Gradową Górą. Na jej szczycie, jeszcze w czasach przedchrześcijańskich znajdował się drewniany zamek. Mieszkał w nim pogański książe o imieniu Hagel. Znany był ze swojego okrucieństwa. Szczególnie w stosunku do niewolników, których posiadał wielu. Hagel kochał również złoto i bursztyny. Tylko bogactwem można było go udobruchać, a że nikt nie miał go zbyt wiele, mało kto śmiał mu się przeciwstawić. 

Na zamku, razem z nim, mieszkała piękna Raja. Pasierbica Hagela, który wcześniej brutalnie zamordował jej ojca. Dziewczyna często schodziła do wsi, ponieważ źle się czuła w ponurym zamku. Nie miała na to zgody, ale często w przebraniu zwykłej mieszczki, udawało jej się przechytrzyć wuja. Pewnego razu zobaczył ją bardzo urodziwy młody rybak znad zatoki o imieniu Dan. Bardzo mu się spodobała. Raja również go zauważyła. Niestety nie było im dane ze sobą porozmawiać. Musiała wracać na zamek.

Po jakimś czasie Dan przybył na Gradową Górę, aby złożyć wymuszoną przez złego księcia daninę. Przyniósł wtedy kosz wielkich bursztynów. Czekając naprzeciwko tronu, aż Hagel obejrzy dary, spostrzegł stojącą nieopodal dziewczynę. To przecież ta, którą kilka dni temu zachwycił się w wiosce! Nie mógł powstrzymać uśmiechu. Ona również. Na nieszczęście dostrzegł to jej wuj. Dan momentalnie został pochwycony przez wojów Hagela i kilkakrotnie wychłostany za to, że śmiał spojrzeć na dziewczynę pokroju Rai. Uwięziono go w kamiennym i mokrym lochu pod zamkiem. Kara była dotkliwa i okrutna. Raja znająca zamek jak własną kieszeń i mająca wśród służby – wbrew woli wuja – wielu przyjaciół, co wieczór pielęgnowała jego rany. Po jakimś czasie Dan został zwolniony. Już leżąc na więziennej podłodze i patrząc w oczy ukochanej postanowił się zemścić. Niebawem przystąpił do działania.

Najpierw zebrał olbrzymie kamienie, które za pomocą rybiej żółci zabarwił na żółto. Swoim wyglądem miały przypominać bursztyn. Musiały być również nienaturalnej wielkości. Po jakimś czasie rozpowiedział, że nad Bałtykiem zebrano wspaniały jantar. Hagel dowiedziawszy się o tym, kazał przywieźć rozsławione już zbiory do zamku. Rybakami, którzy stanęli przed jego obliczem, był przebrany Dan wraz z przyjaciółmi. Książę zobaczywszy jakie wielkie okazy ma przed sobą, osobiście zaprowadził rybaków do znajdującego się w podziemiach skarbca. Tam, niespodziewanie dla siebie samego, został zasypany przez przybyłych kamieniami. Dan z przyjaciółmi uwolnili wszystkich niewolników oraz Raję. Uciekając spalili zamek, po którym dzisiaj nie ma już żadnego śladu. Pamiątkę po okrutnym władcy stanowi jedynie nazwa wzgórza – Hagelowa Góra.

Dan założył z Rają rodzinę i razem ze wspomnianymi przyjaciółmi stworzył osadę, która dała początek Gdańskowi. Zwanego przez niemieckich kupców Danzig, czyli Danowe zwycięstwo.

2. Oksywska księżna i jej syn Björn

Przed wiekami na urwiskach gdyńskiego Oksywia stał piękny zamek. Mieszkał w nim dobry książę, który przez Kaszubów zwany był Królem Morza. Jego żoną była dziewczyna z ludu, ale dobra, piękna i mądra. Kilka dni po ślubie zmuszony był wyruszyć w morze. Swoją małżonkę zostawił pod opieką własnej matki. Była to zła i okrutna kobieta, która kochała tylko i wyłącznie swego syna. 

Młoda małżonka bardzo tęskniła za swoim ukochanym. Tym bardziej, że już kilka dni po jego wyjeździe, chciała mu przekazać radosną nowinę. Spodziewała się ich wspólnego dziecka. Niestety długo musiała czekać na powrót księcia, spacerując samotnie po zamku, karmiąc mewy na brzegu morza i bawiąc się z oswojonym niedźwiedziem, który żył  razem z nimi przywiązany do słupa na zamkowym dziedzińcu. 

Jej obecności a przede wszystkim jej szczęścia nie mogła znieść teściowa. Kiedy młoda kobieta urodziła syna, matka napisała do władcy, że jest całe pokryte sierścią. Ten przeczytawszy taką wiadomość, okrutnie się zdenerwował. Nie miał litości dla ukochanej. Kazał związać ją złotym łańcuchem, który podarowany im został w prezencie ślubnym, a następnie wrzucić wraz z maleństwem do łódki, spychając ją jednocześnie do morza. Teściowa z radością zrobiła to, o co w gniewie poprosił ją syn. Wykonawszy zadanie, stanęła na szczycie urwiska i patrzyła jak maleńka łódka znika we wzburzonych falach Bałtyku. Niestety, poślizgnęła się i spadła ze stromego urwiska w dół wąwozu zwanego dziś Babim Dołem. 

Tymczasem biedna księżna leżąc w łódce z synkiem u boku, modliła się cały czas o ratunek. Nagle spostrzegła, że wielkie fale zaczęły ją omijać. Po wielu godzinach szczęśliwie dobiła do brzegów skalistej wyspy Bornholm. Tam stała już grupa rybaków, która jakiś czas temu dostrzegła samotnie dryfującą łódkę. Przyjęli ją jak swoją. Ona zamieszkała w jednej z rybackich chat. Razem z nimi ciężko pracowała i żyła tak, jak kiedyś, zanim została księżną. Jej synek, którego nazwała Björn rósł jak na drożdżach. Został jednym z najdzielniejszych żeglarzy na Bałtyku. Cieszył się powszechnym szacunkiem i poważaniem a nazywano go Björnem Niedźwiedziem. Ocalił wielu rozbitków, odważnie niósł ratunek statkom. Nawet podczas największych sztormów. O jego czynach śpiewano pieśni. Księżna patrząc na syna myślała, że wiele by dała, aby tak silnego i rosłego zobaczył jego własny ojciec.

Pewnego popołudnia, kiedy Björn siedział razem z mamą przed chatką usłyszał dziwny dźwięk. Księżna wyprostowała się przerażona.

– To kaszubska bazuna – zawołała – Poznaję! To ktoś z naszych krewnych potrzebuje pomocy.

Syn poderwał się z miejsca, chwycił kamienny topór, skoczył do łódki i ruszył na ratunek. Dotarł na miejsce w ostatniej chwili. Okazało się, że to wikingowie napadli na statek jakiegoś siwego starca. Morski Niedźwiedź wsparł ich siły i wkrótce zwyciężyli. Po wszystkim zaprosił ich w swoje rodzinne strony. Kiedy dotarli do chaty, siwy żeglarz dostrzegł przed nią znajomą postać. Rozpoznał w niej swoją żonę, którą skazał przed laty na tak okrutny los. Osunął się na kolana, płakał i prosił o wybaczenie. Okazało się, że władca żałując swego rozkazu przez wiele lat szukał swoich najbliższych, pływając po Bałtyku i przybijając do różnych miast. Bezskutecznie. Aż do dzisiaj. 

Książę zabrał swoją rodzinę z powrotem na zamek w Oksywiu, gdzie po jakimś czasie odbyło się wesele jego syna. Legenda mówi, że to małżeństwo było jeszcze bardziej udane niż związek rodziców Björna. W przeciwnym razie nie byłoby potem na polskim wybrzeżu tylu morskich niedźwiedzi, jak zaczęto nazywać prawdziwych marynarzy. Po latach jakiś nierozważny literat przemianował ich na Wilki.

3.  Stolemka Ewa i dzielny stolem Adam

Stolemowie byli olbrzymami z Kaszub. Wszyscy potężni i silni. Gdy spali drzewa uginały się od ich oddechów, gdy chrapali zrywał się sztorm. Stolemowie mieli ludzką postać. Byli jednak tak wysocy, że ich głowy wystawały ponad drzewa. Mieli również ogromną siłę. Mogli wyrywać drzewa z korzeniami i zdejmować chmury z nieba, wyciskając z nich deszcz. Znani z ogromnej rodzinności bardzo kochali swoje Stolemiątka.

Najokazalszą Stolemką na Kaszubach była Ewa, do której wzdychało wielu Stolemów. Jej ojciec chciał wydać ją za mąż za Stolema silniejszego niż ona. Małżonek miał być również mądry i posłuszny. Ogłosił tym samym konkurs. Ten, kto rzuci głaz dalej niż jego córka, zostanie jej mężem. Pierwszym kandydatem był człowiek o imieniu Denega. Mimo różnicy we wzroście i sile postanowił spróbować i zostać mężem Ewy. Kiedy jednak stanął przed Stolemką. Ta ujrzawszy kruchego chłopaka, wzięła go w dwa palce i uniosła na wysokość twarzy. Gdy zaczęła mówić –  iż chyba, z całym szacunkiem, ale… porywa się z motyką na słońce – chłopakowi wydawało się, że wściekły szkwał targa jego włosy  niczym wzburzone morze. Z trudem łapał oddech. Z bólem serca postanowił zrezygnować, gdyż zrozumiał biedaczyna, że ludzie i olbrzymy nie mogą stworzyć rodziny.

Wielu innych kandydatów do ręki Ewy odpadło już na starcie. W końcu jednak ojciec znalazł odpowiedniego kandydata. Był nim Adam. Stolem piękny, młody i silny. Znał Ewę od urodzenia. Razem rzucali głazy do rzeki. Kiedy więc stanął przed nią gotowy do rywalizacji, ta postanowiła dać mu inne zadanie. Poprosiła by przyniósł dla niej las. Adam zdziwił się mocno, ale po chwili odwrócił się i poszedł. Pracował cały dzień i całą noc. Przenosił drzewo po drzewie a mech zawijał delikatnie jak dywan. Ojcu bardzo się podobało to co robił. Ewie to nie wystarczyło. Kiedy przyszedł do niej i siadł zmęczony naprzeciwko, poprosiła aby nadchodzącej nocy pogasił dla niej wszystkie gwiazdy na niebie. Adam wstał i ruszył do pracy. Dmuchał z całej siły aż niebo stało się czarne niczym wnętrze studni. Ewa zmiękło serce. Była coraz bardziej przekonana, do dzielnego Stolema, ale zapragnęła jeszcze zmierzyć się z nim w pierwotnej konkurencji rzucenia głazem. Czy się zgodzi? Czy nie straci cierpliwości? Czy da radę? Wtedy jej serce nie miałoby wyjścia. Pokochałoby Adama. Tak też się stało. Stanęli obok siebie, wzięli zamach i patrzyli jak głazy lecą, lecą i lecą. Gdy podbiegli tam, gdzie wylądowały, okazało się, że to Adam okazał się zwycięzcą. Ewa zamiast się martwić podskoczyła z radości a razem z nią okoliczne skały, głazy i drzewa. Z wielką radością postanowiła zostać jego żoną.

A głazy od niepamiętnych czasów stały przy drodze prowadzącej do wsi Gdynia. Zostały nazwane imionami zakochanych stolemów.  Jeszcze przed drugą wojną światową wyznaczały one granice nowo powstałego miasta. Adam został zniszczony w wyniku działań wojennych a Ewa w 1954 roku została uznana za pomnik przyrody. Dwa lata później została przeniesiona na skwer przy skrzyżowaniu ulic Świętojańskiej i 10-go Lutego. Służy jako postument pod płytę upamiętniającą pobyt Stefana Żeromskiego w Gdyni.

***

Czy to przypadek, że osią tych historii niejednokrotnie były kobiety? Nie! W legendach one często łagodzą obyczaje. W rzeczywistości bywa zupełnie inaczej, a szkoda…

Każda z tych legend przenosi nas w inny świat. Płynie z niego ważna nauka dla nas wszystkich.  Pierwszy mit o Wandzie mówi jak ważna powinna być narodowa tożsamość. Nie ta egoistyczna, pędząca ku zdobyciu władzy kosztem narodu, a zdolna do poświęceń i rezygnacji z własnych korzyści. Znamienna to nauka, szczególnie w obliczu dzisiejszych wydarzeń politycznych. Legenda o Esterze pokazuje jak piękne może być współistnienie różnych religii obok siebie i jak wiele zależy od rządzących. Legenda o Nawojce uczy nas jak ważna jest pewność siebie i przekonanie w tak słusznej sprawie, jak nie poddawanie się niesprawiedliwości i dyskryminacji. Szczególnie w dziedzinach, które powinny być dostępne dla wszystkich, bez wyjątku, a nie tylko dla wybranych. Legenda o Rai i Danie pokazuje, że każdy niezwyciężony tyran ma jakąś słabość, która wcześniej czy później zostanie wykorzystana przez śmiałka, stającego na czele rewolucji. Legenda o oksywskiej księżnej i jej synu Björnie pokazuje nam, że swoje błędy zawsze można naprawić – wystarczy dobra wola i mądre serce. Nie bez znaczenia jest jednak fakt, kto ową siłą dysponuje….

To czyny kształtują rzeczywistość a legendy pokazują ją nam barwnie, bajecznie i wyraźnie w wielkim szkle powiększającym…

***

Pisząc powyższego posta korzystałam z poniższej literatury:

Historia Krakowa dla każdego, Jan M. Małecki, Wydawnictwo Literackie

10 legend, które tworzyły Kraków, Joanna Kocik, Polska Gazeta Krakowska, 01.06.2007r.

Nawojka – studentka w spodniach, Onet.pl, 09.05.2014

Legendy Gdyńskie, Roman Ross

oraz

http://www.gdynia-oksywie.info/legendy.html

http://gdansktown.pl/ru/legendy-gdanskie-legends-of-gdansk/327-legendy-gdanskie

 

 

 

Sprawdź także

Brak komentarzy

Zostaw komentarz