Kobiece treści, Kultura, Z dzieckiem

Biblioteczka Orzeszka: „Wszystkie moje mamy”

23 kwietnia 2015

Pamiętam jak zostałam mamą. Przez pierwsze siedem miesięcy siedziałam z moim synkiem w domu, patrzyłam w jego twarzyczkę w chwili kiedy spał i często próbowałam napisać dla niego bajkę albo chociaż kołysankę. Szło mi strasznie. Z niczego nie byłam zadowolona. W tamtym czasie jednak częściej byłam zła niż szczęśliwa. Sama nie wiem o co. Powodem była chyba tęsknota za komfortem i spokojem, który mi zabrano. Dzisiaj dalej mi go brakuje, ale inaczej i mocniej niż kiedyś czuję tą ogarniającą mnie zewsząd miłość do mojego kudłatego synka. Miłość ta pozwala mi odważniej niż kiedyś smakować słowa a w konsekwencji opowieści dla dzieci. Te wyselekcjonowane, odpowiednie dla wieku podaje mojemu dziecku i rozkoszujemy się nimi oboje. Nie bez powodu Wiesława Szymborska lubiła mówić, że:

czytanie książek to najfajniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła.

Dzisiaj polecam Wam książkę bardziej do refleksji niż dla zabawy. Powinna jednak znaleźć się w każdej dziecięcej biblioteczce. Jest to książka Renaty Piątkowskiej, „Wszystkie moje mamy”. 

***

Ten blog postanowiłam uczynić też miejscem, gdzie będę proponować najciekawsze i najmądrzejsze na polskim rynku wydawniczym bajki dla maluchów. Kto wie, może i ja kiedyś odważę się taką napisać. Jak wspominałam, na pierwszy ogień rzucam książkę, która w 2014 roku została uznana w konkursie „Przecinek i Kropka” za najbardziej wartościową i najpiękniej wydaną książkę dla dzieci.

To opowieść. Stanowczo nie bajka. Historia, na którą mój synek jest jeszcze za mały. Nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę i zaczęłam mu ją czytać. Przez chwilę słuchał uważnie, a potem stwierdził że jest za smutna i zajął się układaniem klocków.

Czytałam sama. Z uwagą i w ciszy.

Niesamowite jak na niemal 43 stronach losy jednego dziecka, opowiedziane dla innych dzieci, umiejętnie potrafią pokazać zło i dobro. Takie, które kiedyś naprawdę miało miejsce.

WSZYSTKIE MOJE MAMY

Książka Renaty Piątkowskiej to historia o prawdziwym życiu opowiedziana z nieprawdopodobną wrażliwością. Taką, dzięki której dowiadujemy się, że dobrzy ludzie to światło w czasach pogardy.

Dzięki niej poznajemy kilkuletniego żydowskiego chłopca, który na pierwszych stronach książki nie do końca zdaje sobie sprawę z tego czym jest wojna. W krótkich spodenkach, w sznurowanych bucikach i z drewnianym karabinem biega z przyjacielem wokół kamienic. Ten przyjaciel bardzo lubi udawać rannego a taki ranny w bitwie bohater dostaje najwięcej medali. Te z kolei zrobione są z guzików owiniętych w złotka po czekoladzie. Niemców, czyli wojny o której mówi się od miesięcy chłopcy wypatrują w tych zabawach i z najwyższego w okolicy drzewa. Gdy ich zobaczą mają zamiar rzucić w nich ogryzkami po jabłkach. Planują również zakraść się do ich obozu by nasikać im do hełmów. Kiedy wojna wybucha na nic zdają się ogryzki, punkt obserwacyjny i drewniane karabiny.

Rzeczywistość weryfikuje niezłomną dziecięcą odwagę. Śmiech, szelest liści na gałęziach i dźwięk rozgryzanego jabłka zastępują wybuchy i terkot karabinów maszynowych. Bezpieczeństwo i jasne światło dnia podczas rodzinnego obiadu – dające pewność, że tata jest najsilniejszy na świecie – zastępuje strach, drżący uścisk ramion mamy i biały pył, sypiący się z sufitu podczas bombardowań. Wojna kończy szczęśliwy czas dzieciństwa, kiedy mogła być tylko zabawą. 

JEDNA MAMA – JOLANTA

Chłopiec traci dom, potem tatę, z mamą i siostrą trafia do getta. Tam pewnego dnia do ich drzwi puka siostra Jolanta. Namawia mamę aby ratowała synka. Przekonuje, że tam za murem, będzie bezpieczny. Musi jednak przestać być tym, kim jest i zostawić mamę. Tak też się stanie. Dzięki siostrze Jolancie i poświęcających się wraz z nią łączniczek chłopiec przeżyje wojnę.

To nie wszystko jednak. Razem z nim, z otchłani warszawskiego getta, wyciągniętych zostanie 2500 dzieci. Dopiero po latach każde z nich dowiaduje się, że siostra Jolanta to tak naprawdę – Irena Sendlerowa.

Ta książka to wojna widziana oczami dziecka. Opowiedziana dla dzieci przez starego człowieka wspominającego dzieciństwo. To wspomnienia spisane przez osobę, która próbuje pokazać zło i dobro tamtych dni w taki sposób, aby bezpiecznie można było pokazać je dzieciom. Poryczałam się ja, wzruszył się mój mąż.
 

„Wszystkie moje mamy” zostają w pamięci i dają do myślenia. Są doskonałym punktem wyjścia do rozmowy z dzieckiem na temat wojny. Tego, co wówczas przeżywali ludzie, co działo się z dziećmi i jak naprawdę wyglądał wtedy świat. To prawdziwa perełka literatury skierowanej do młodszego, najwcześniej 5 letniego czytelnika. Doceniana i dlatego na półkach księgarń coraz trudniej dostępna.

Wiele pytań zawiśnie w powietrzu w oczekiwaniu na odpowiedź.

Na przykład to:

Dlaczego do 1999 roku niewiele osób wiedziało o istnieniu Ireny Sendlerowej w Polsce? Zmieniły to przecież dopiero uczennice amerykańskiej szkoły, które pisząc sztukę teatralną „Życie w słoiku” sprawiły, że o bohaterstwie Ireny Sendlerowej dowiedziały się najpierw Stany Zjednoczone a potem cały świat….

Być może jedna z nich była wnuczką uratowanego przed laty chłopca…?

 

Piatkowska_Wszystkie_moje_mamy

Sprawdź także

Brak komentarzy

Zostaw komentarz