Kobiece treści, W domu

9 pomysłów na zabawę w domu z przeziębionym dzieckiem.

7 kwietnia 2016
W domu z przeziębionym dzieckiem

Bohaterką tego tekstu miała być wyjątkowa kobieta, której biografia zawładnęła mną na kilka nocy. Stało się jednak inaczej. Bohaterem tego posta będzie mój kochany synek. Jest taki czas, kiedy choruje najwięcej. Okres od listopada do kwietnia. Pal sześć kiedy to zwykłe przeziębienie. Gorzej, kiedy trzeba włączyć antybiotyk. Wtedy po siedmiu dniach jego brania powinien zostać w domu jeszcze przez kilka dni. W przeciwnym wypadku jego osłabiony antybiotykiem organizm łapie kolejne choróbsko. Jeśli taka sytuacja ma miejsce w mroźne dni, jakoś nie żal nam słońca za oknem. Jeśli natomiast zdarzy się, gdy na zewnątrz budzi się do życia wiosna, z pobliskiego placu zabaw słychać śmiechy bawiących się dzieci, a słońce natrętnie wzywa nas na spacer – oboje nas roznosi. U nas długa choroba zimą i przymusowy pobyt w domu przebiega jakoś lżej. Dzień trwa krócej, Hubi nie pyta co minutę kiedy znowu będziemy lepić bałwana albo kiedy pójdziemy na sanki a ja nie muszę tak intensywnie myśleć o tym co robić w domu z przeziębionym dzieckiem.

Inaczej jest kiedy choroba dopada go w cieplejsze dni. Po okresie gorączki i początkowego przymulenia, dostaje w domu przysłowiowego „kota”. W tym czasie nie jestem w stanie zrobić dla siebie absolutnie nic. Co minutę słyszę „Mamuś pobaw się ze mną”, „Mamusiu kiedy się pobawimy?”, „Nuuuuudzi mi się!”, „Ja chce iść na rowerek!”, „Chodźmy na plac zabaw, ale jus!”. Rozumiem go ale czasem i ja mam dość. Do czasu, kiedy odkryłam co zajmuje go najchętniej. Dzięki temu w domu jest jeszcze więcej naszego wspólnego śmiechu, a ja później mam chwilkę dla siebie. Jest jakoś tak, że po tych naszych wspólnych zajęciach Hubi osłabiony chorobą i zmęczony naszymi zabawami zasypia nawet na dwie, trzy godziny w ciągu dnia. Poza tym w przypadku niektórych z tych zajęć, kiedy widzę z jakim przejęciem je wykonuje, mogę po cichutku odejść i zostawić go skupieniu. 

Tym samym, poniżej przedstawiam Wam kilka propozycji naszych wspólnych zajęć. Kto wie, może, kogoś zainspirujemy…

***

JAK KIEDYŚ WYGLĄDAŁY ZABAWY W DOMU Z PRZEZIĘBIONYM DZIECKIEM ?

Podczas tej choroby Hubcia wracałam myślami do książki, o której pisałam Wam we wstępie. Często zastanawiałam się jak opiekowała się swoimi dziećmi mama jej bohaterki. Odpowiedź nie była trudna. Ta mama nie przebywała z nimi przez całą chorobę i późniejszą rekonwalescencję. Gdyby Hubi chorował w tej rodzinie, najpierw przyszedł by do niego lekarz, który przyjmował na świat jego mamę. Kazałby wypocić chorobę podczas leżenia w łóżku. Rodzeństwo, którego Hubi teraz nie ma, zostałoby odseparowane, a nim samym zajmowałaby się niańka. W białym czepku siedziałaby w jego pokoju, przez cały czas. Zwilżałaby mu głowę chłodną szmatką, poiła, czytałaby mu bajki, karmiła i podawała lekarstwa według zaleceń lekarza. Potem, gdy poczułby się lepiej nadzorowałaby odwiedziny rodzeństwa, aby nie przemęczać małego pacjenta. Przemycałaby z kuchni najlepsze smakołyki przygotowane przez kucharkę i zabierałaby na krótkie spacery przed dom, który tak naprawdę był pałacem lub do ogrodu, który tak naprawdę był parkiem. To ona również wymyślała zabawy w domu z przeziębionym dzieckiem

Poza nią nieograniczony dostęp do niego miałaby jego mama. Siadałaby na brzegu łóżka dotykałaby chłodną i przystrojoną w pierścionki dłonią jego rozpalonego policzka, całowała w czoło, powtarzałaby z nianią sposoby podawania lekarstw. Wieczorem czytałaby mu bajki. Po najgorszym okresie choroby znalazłaby nawet czas na zabawę. Na dywanie. Czy tak byłoby codziennie? Raczej nie! Czy zabawy na dywanie byłyby szalone? Też nie! Fryzura często musiała pozostać nienaganna. Miała zbyt wiele zobowiązań i spotkań, na których musiała być. Tak postępowały wszystkie mamy z tej sfery. W dzisiejszych czasach takich mam również jest wiele. Ten świat jest już inny ale zasady wciąż te same. 

Hubi urodził się jednak w innej rodzinie. Jego mama aby osłodzić mu czas choroby tarza się z nim po dywanie. Po takich wyczynach oboje jesteśmy jeszcze bardziej kudłaci. Spędzam z nim każdą chwilę starając się ukraść taką, również dla siebie. Co mi pomaga? Mam kilka pomysłów na zabawę w domu z przeziębionym dzieckiem, które w naszym przypadku działają. Jak? Po takich zajęciach moje dziecko zasypia w ciągu dnia, co nie zdarza się gdy się zwyczajnie nudzi. Tego unikamy. Podczas takiego, wspólnie spędzonego czasu Hubi potrafi tak się zatracić w zabawie, że mam chwilę dla siebie. 

1.MAŁY KUCHARZ

Są rzeczy, które w domu trzeba zrobić, bo nie zrobią się same. Już dawno przestałam włączać Hubciowi bajkę w czasie, kiedy ja pracuję w kuchni. Plątał mi się między nogami. Irytował mnie tym, bo nie chciał robić nic innego, tylko bawić się ze mną. W końcu zaczęłam go angażować do pracy. Teraz robimy wszystko razem. Podaje mi naczynia i sztućce, które chowam do zmywarki. Razem chowamy je potem do szafek. Wrzucamy pokrojone przeze mnie warzywa do zupy, dekorujemy muffinki, układamy przyprawy, wyciskamy soki owocowe. Oboje je uwielbiamy. 

Wyciskamy witamine C Pomagamy w kuchni

2.MAŁY AKTOR 

Czasem myślę, że moje dziecko ma parcie na szkło. Uwielbia występować przed publicznością. Najchętniej przed mamą, tatą albo babcią. Repertuar ma przeogromny. Najlepiej jednak czuję się w rolach dramatycznych. Gra jednocześnie zwycięzce i pokonanego. Wygląda to przekomicznie i bawi mnie ogromnie.

Mały aktor musi mieć swoją scenę. Tą staje się na pół dnia nasz duży fotel, który pełni jeszcze jedną rolę, ale o tym później. Scenografię Hubi układa sam. Czasem są to zabawki, czasem jego rysunki a innym razem zwykłe koce. Publiczność to najczęściej ja oraz Roki, Krakuś, Serduszko, Łatek i Kubuś, ukochane miśki. Zdarza się, że zostawiam go z nimi. Siadam przed komputerem albo robię coś innego. Od czasu do czasu jednak wiwatuję i proszę o bis.

Spektakl domowy

3.MAŁY MALARZ

Malowanie potrafi zająć Hubcia na całe długie minuty. Najpierw malujemy razem. Potem on tworzy sam swoje dzieła. Pokazuje mi każdy i jest oburzony gdy nie rozpoznam odpowiednio szybko: dinozaura w muzeum, psa w kosmosie, nocy za dnia, potwora jedzącego pajęczynę albo lorda vajdera. Uwielbiam podpatrywać jak maluje. Jest taki skupiony i przejęty każdym rysunkiem. Widzi w nim zdecydowanie więcej niż ja. Własny dziecięcy świat, który kocham.

Młody Malarz

Ostatnio spotkała nas niemała niespodzianka. Otrzymaliśmy nasze pierwsze, samodzielnie wykonane przez Hubcia portrety. Mało tego próbował je nawet podpisać. Wcześniej pokazywałam mu jak się pisze MAMA i TATA. Podgląd wisi na jego tablicy w pokoju. Nie wiem, czemu Pan Tato ma większą głowę od mojej, a ja mam takie duże uszy? Gdy spytałam Hubcia, dowiedziałam się że musiał zrobić więcej miejsca na moje włosy… Ahaaa… Uwielbiam tą logikę u kilkulatków. 

Portret mamy i taty

4.MAŁY ŁOWCA BANIEK

Zezwalam na puszczanie baniek w domu odkąd przekonałam się, że wbrew pozorom nie mam po tym tyle sprzątania i czyszczenia ile myślałam. Hubi nazywa się wtedy Łowcą Baniek. Każda z nich to niezidentyfikowany obiekt latający, który trzeba unieszkodliwić. Dźwięki, które wtedy wydaje brzmią mniej więcej tak „Wruaaaap, a mam cieee!„, „Zblizam sieeeee a maaas!”, „Zginołeś!„, „Mamuś więcej, więcej atakuuu!!!„, „A maaas!„, „Unieeeeskodliwiłem Cie moim miecem magicnym, bo ja mam moc kosmicną a maaaas!!!„, „Yeaaaaah mam Cieee!„. Mam ubaw po pachy. Czasem taka zabawa może trwać nawet i godzinę, wtedy wkładam słuchawki na uszy i włączam na chwilę telewizor. Przy odrobinie szczęścia, podczas produkcji baniek, dowiem się co się dzieje na świecie.

Wojna na bańki mydlane

 5.MAŁY PIASKOLUDEK

Magiczny piasek. Totalny hit w naszym domu. Już wiem, że w tym sezonie zaopatrzę się w inne kolory. Rekord zabawy Hubika tym piaskiem wyniósł 2 godziny. Nie będę Was okłamywać. Piasek przykleja się do spodni i „nie pilnowany” może zostać przetransportowany w inne części mieszkania. Mamy jednak z Piaskoludkiem umowę, że piaskiem bawimy się tylko w kuchni na macie. Jak chce gdzieś iść woła mnie i wtedy porządnie „wytrzepuję” go z piasku. Oczywiście zdarza mu się o tym zapominać. Wtedy włączam na chwilę podręczny odkurzacz i po kłopocie. 

Z piasku budujemy zamki, bunkry i obowiązkowo ciasta. W tym przypadku jednak moje dziecko jest absolutną Zosią Samosią, więc po jakimś czasie wręcz domaga się aby mu nie przeszkadzać, bo on chce sam; „Koniec i kropka. PL!”

 

Domowa piaskownica

6.MAŁY SPIDERMAN

Hubi uwielbia Człowieka Pająka. Często muszę mu ubierać mu jego strój. Zachowuje się wtedy jak prawdziwy Spiderman. Ma wtedy „specalne psysadki do chodzenia po suficie” i „pojemnik na pajecyne”. Mój mąż zbudował mu kiedyś prawdziwe królestwo z czerwonej włóczki, która była oczywiście domem człowieka pająka. Kiedy przyszłam do domu i zobaczyłam jak wygląda nasz duży pokój, myślałam że dostanę zawału. Na szczęście zdemontowanie pajęczyny okazało się prostsze niż myślałam na początku. A Hubi? Nie chciał z tego pajęczego domu wychodzić przez długi czas. Czołgał się pod nim. Przypinał klamerki, łączył nić ze sobą, smarował ją klejem do łapania wrogów i zapomniał o świecie dookoła. Tatuś w tym czasie włączył sobie telewizor i oglądał mecz. Niestety zdjęcia, które zrobił są bardzo słabej jakości. Jedno z nich umieściłam na moim instagramie. Możecie je zobaczyć na instagram.com/tresciwa/.

7.MAŁY PIŁKARZ

Piłka nożna w domu? Czemu nie? Tym bardziej, że kiedyś nie cieszyła się u nas w ogóle zainteresowaniem. A teraz i owszem. Może dlatego, że nasz syn nauczył się wreszcie porządnie kopać? Robimy bramkę z dwóch koców i gramy! Najczęściej jestem sędzią piłkarskim. Czasem przypada mi też rola bramkarza. Dla mnie to prawdziwe domowe ćwiczenia, szczególnie gdy w locie przecinam trajektorię lotu piłki w kierunku lustra. Niedługo będę musiała dać szlaban na tą zabawę. Póki co jednak to, mimo wszystko fajnie spędzony czas.

8.MAŁY PIESEK

Ulubionym zwierzęciem mojego synka jest pies, ulubioną bajką jest Psi Patrol a jedną z ulubionych zabaw to udawanie małego pieska, który potem przeistacza się w dzielnego psa. Bazę ma na naszym wielofunkcyjnym fotelu. Buduję na nim z pomocą poduszek psią budę, do której Dzielny Pies Agent znosi wszystkie swoje skarby. Łącznie z ipadem niestety. Czasem jednak przymykam na to oko. 

W domu z przeziębionym dzieckiem

9.MAŁY PISARZ

W pokoju u Hubcia jest trochę moich rysunków. Co jakiś czas o nie prosi, ale rysować mam przede wszystkim psy. Rysuję, ale niemal zawsze korzystam z jakiegoś podglądu. Wśród nich znalazła się również kotka i smok przyniesiony z jakiś dziecięcych zajęć. Przyklejam te zwierzaki na szafie a Hubi każdemu wymyśla imiona. Tym samym mamy już: Groźnie wyglądającego psa Reno, który uwielbia balet; niezwykle złośliwą kotkę Sidi; roztrzepanego smoka Miniomasika; pewnego siebie Merona; troszkę gapowatego Storeysa; bystrą Imonię i mistrza Kalukadisa, który zna odpowiedź na każde pytanie. Dzisiaj „narodzi się” kolejny zwierzak. Czasem siadamy na dywanie naprzeciwko i wymyślamy o nich opowiadania. Niesamowite co takie małe dzieci potrafią wymyślić. Kto wie, może za jakiś czas efekty naszej wspólnej pracy przedstawię tutaj. Na blogu. Zdradzę tylko, że głównym bohaterem jest trochę nieporadny, ale niezwykle dzielny Storeys a cała drużyna to odkrywcy bardzo słodkiej planety.

W domu z przeziębionym dzieckiem

***

Te wszystkie pomysły sprawdzają się u nas. Co nie oznacza, że sprawdzą się u Was. Biorąc jednak pod uwagę moje dyskusje na ten temat z koleżankami, śmiem twierdzić że niejedno dziecko podczas takich zabaw zapomni o przeziębieniu. Najlepszym na to dowodem jest Hubercik. Wciąż kaszle, ma katar i stan podgorączkowy ale w ogóle tego po nim nie widać. Bardzo lubimy te wspólne chwile w domu, ale nie będziemy kłamać, że z przyjemnością wyjdziemy jutro na upragniony spacer.

Sprawdź także

Brak komentarzy

Zostaw komentarz