fbpx
Krakowianka z Pomorza

Morska bryza czy halny?

25 kwietnia 2015

Krakowianką byłam jestem i pozostanę. Bez względu na wszystko nią się czuję i nikt tego nie zmieni. Morska bryza i sztorm razem wzięte nie będą w stanie przewiać halnego z mojej duszy. Zawsze będę wolała góry niż morze. Fakt mieszkam tutaj ale siebie czuję tam. 

Kłębią się we mnie dwa uczucia… Jedno wypełnia mnie od wielu lat mimo, że kiedyś nie zdawałam sobie z tego sprawy, a drugie wciąż we mnie kiełkuje. Z tego, że to pierwsze było we mnie od zawsze nie zdawałam sobie sprawy, aż do chwili kiedy tą miłością dziwną i zapomnianą zaczęłam karmić swoje wspomnienia…

***

Wszystko zaczęło się daleko od domu. Ciemną nocą w wypełnionym muzyką i barwnym światłem klubie na sopockim molo, gdzie zaledwie kilka metrów pod stopami tańczących szumiało morze. Z tamtego okresu pamiętam też wielobarwną i duszną aurę Krakowa naznaczoną jasnymi gwiazdami na granatowym niebie, które ktoś specjalnie dla nas zawiesił nad Placem Nowym. Tamto uczucie przetrwało. Po wielu próbach, kilku błędach i wielu tysiącach kilometrów – pokonanych nie tylko przez całą Polskę ale przez wszystkie nasze wątpliwości – porzuciłam ciepły i kochany Kraków dla nieznanej mi zupełnie, młodej i wietrznej Gdyni.

Wspólne mieszkanie, nowa praca, obce ulice, inny klimat i piętrzące się pytania zwycięsko wzmocniły nasz związek i odsłoniły we mnie uśpione dotąd uczucie. Miłość do Krakowa. Miasta, z którym dzisiaj kojarzy mi się wszystko to, co przywołuje idylliczne wspomnienia z dzieciństwa. Zestawiony z tym wszystkim jest czar krakowskich uliczek, zaklętych w spokojnym gruchaniu gołębi, odgłosie jadących przez rynek dorożek i w smaku plecionych obwarzanków.

Kiedyś wracając do Krakowa z wycieczek do innych miast myślałam, że wszystko co dobre szybko się kończy. Dzisiaj siedząc w pociągu relacji Gdynia – Kraków i patrząc przez okno na znajome dachy, czuję trudną do opisania radość. Właśnie mam swoje święto na te kilka dni. Święto rodzinne, święto spotkań z przyjaciółmi i święto samotnego kontemplowania krakowskich uliczek. Te w Starym Krakowie najpiękniejsze są wiosną o świcie, kiedy mgła łaskawie je odsłania, słońce delikatnie wita a zapach kawy z wszechobecnych kawiarenek otula ciepłym szalem. Warto było wyjechać by poczuć, że Kraków jest we mnie i pozostanie tam już na zawsze. 

Zanim wyjechałam Wawel był dla mnie oczywistą skarbnicą historii, którą widziałam parę razy w tygodniu. Smoka mijałam na co dzień. Sukiennice kojarzyły mi się z tłokiem i kradzieżami. Ulice irytowały korkami a gołębie na Rynku zwyczajnie mnie przerażały. Dzisiaj odległość uświadomiła mi, że przyszło mi dorastać w miejscu, gdzie zamiłowania do tradycji pilnują odpoczywające na pomniku Adama Mickiewicza cztery postacie; Męstwo, Poezja, Nauka i Ojczyzna.  Nie odmawiam żadnemu innemu miastu wielkości ale czuję, że wyjątkowość Krakowa tworzy zaklęta w naszych sercach miłość do tradycji. Niemal widzę jak pod Wawelem przepływa ona wolno przez każdy salon. Myślę, że podobnie czuje wielu moich znajomych. Nawet jeśli jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy. Najciemniej bowiem jest zawsze pod latarnią, czego sama kiedyś byłam najlepszym przykładem.

Wiem, że przez najbliższe lata dalej wdychać będę zdecydowanie zdrowsze powietrze od tego jakie jest w Krakowie. Zamiast po dawnych uliczkach starego miasta, będę biegać po równych chodnikach zielonej Gdyni.

Skoro tak … Wypadałoby abym wytknęła nos poza Trójmiasto i poznała przyjemną stronę polskiego wybrzeża. To w końcu tutaj urodził się mój syn. Chcę każdą wolną chwilę i każdy wolny weekend pokazywać mu w jakim pięknym żyje kraju i ile wspaniałych historii go otacza.

Ja sercem związana jestem z Małopolską, którą zjechałam z rodzicami wzdłuż i wszerz. Jednak Pomorze mnie intryguje a nie zdążyło jeszcze zachwycić. Orzeszek może podzielić swoje dorosłe serce na dwa miasta. Grunt aby poznał korzenie obu tych ziem. Tej gdzie się urodził i tej gdzie na świat przyszli jego przodkowie. Dlatego właśnie postanowiłam więcej czasu spędzać poza domem, poza Trójmiastem. W ten sposób nie tylko nasze dziecko ale również my odkryjemy ile wartości na co dzień nam umyka. 

Powoli będę kończyć. Patrzę na Gdynię za oknem, która zerka na mnie z zaciekawieniem i uśmiecha się nonszalancko. Kłębią się we mnie dwa uczucia. Jedno wypełnia mnie od wielu lat, drugie kiełkuje powoli. Jednak to pierwsze puszcza mnie nieśmiało, powoli i dojrzale. Dopuszczając do mnie przekonanie, że tu również będę szczęśliwa. Jestem Krakowianką z Pomorza ale przed złymi przygodami wciąż chroni mnie dzwon Zygmunta.

Sprawdź także

Brak komentarzy

Zostaw komentarz