Kobiece treści, W domu

#Kobieta w domowym SPA dla duszy i ciała! Pomysły na udany samotny wieczór w domu. Nr. 1.

11 marca 2016

Zaczynam nowy cykl: #Kobieta w domowym SPA dla duszy i ciała! O czym będzie? O tym, jak uprzyjemnić sobie wolny czas w domu.

Wtedy kiedy ten czas nadchodzi, najczęściej go trwonimy. Owszem cieszymy się ciszą i spokojem, bo tego potrzebujemy najbardziej. Jednak nie warto gapić się na byle jaki program w telewizji, wertować bez zastanowienia jakąś tam książkę albo spać w nienaturalnej pozycji w fotelu. Podam Wam kilka inspiracji, które będą pomocne również mnie. W przypadku braku pomysłu na samotny, aczkolwiek wyczekiwany wieczór, zwyczajnie tu zajrzę. Warto czasem zrobić sobie prezent.

Jesteśmy różne, każdej podoba się coś innego i zdaję sobie sprawę, że nie każda z Was od razu znajdzie tu coś dla siebie. Dlatego właśnie postanowiłam, że ten post będzie jednym z wielu. Jeśli trafi Wam się samotne popołudnie w domu, zawsze możecie tu wejść i zastanowić się jak spędzić je w miły sposób.

Niektóre porady, które tu przedstawię będą rodem z odległych czasów. Bowiem nasze babki również marzyły o chwili dla siebie i niektóre z nich te marzenia spełniały dużo szybciej niż my.

No dobrze! Co najczęściej robi kobieta po południu? Ta, która może, CODZIENNIE uczy się, spotyka się z przyjaciółmi, uprawia sport (lub seks), czyta, imprezuje albo idzie wcześnie spać. Ta, która nie może, CODZIENNIE robi na pewno jedną z tych rzeczy…

***

JEST NIĄ PRACA

Ta ma różne oblicza. Matka niepełnoletnich dzieci, prócz satysfakcjonującej, lub też nie, pracy służbowej ma również tą domową. Wiadomo! Taka żniwa satysfakcji zbierze dopiero po latach. Najpierw trzeba użyźnić grunt i zasiać plony. Potem przez 18 lat (i dłużej), wciąż uważać i mieć oczy dookoła głowy. Nawet jeśli planujemy wspólne wycieczki krajoznawcze lub sportowe nie możemy wypocząć. Tak na 100%. Nasz relaks jest ograniczony przez zwyczajną matczyną miłość i czasem niezwyczajne obowiązki.

A na co dzień? W domu? Po pracy? Wtedy są zakupy, jest gonitwa za dziećmi, mozolne odrabianie lekcji, przygotowanie rzeczy niezbędnych na dzień następny do szkoły lub przedszkola, próba uwiązania młodzieży przy stole z parująca kolacją, tamowanie powodzi przy kąpieli. Potem, gdy zapakujemy dzieciaki do łóżek jest czas organizację własnych zadań służbowych i porządki w domu.

Gdy wreszcie siadamy razem z mężem na kanapie, przy kolejnym  już podejściu do tego samego filmu,  zasypiamy. Przerażone zrywamy się o 2.00 w nocy. Pomięte słyszymy jak szef woła do nas ze swojego gabinetu. Ach nie…. Ufff…! To tylko spazmatyczne chrapanie męża. Wyłączamy telewizor i razem suniemy w kierunku łóżka. 

No dobrze! Wyobraźmy sobie, że tej domowej pracy nie ma. Wracamy po południu do domu. I możemy robić co chcemy. Nie ogranicza nas czas. Nie musimy nerwowo przerzucać kartek książki aby jak najwięcej się dowiedzieć, bo zaraz trzeba kończyć, biec albo piec. Każda z nas marzy o takim wieczorze. Jednak takim bez wyrzutów sumienia. Wolnym i spokojnym.

POMYSŁY NA WOLNY I SPOKOJNY WIECZÓR W DOMU:

Na początek coś, co dla wielu z Was będzie zupełnie naturalne. Nie będę tego opisywała za każdym razem ale to równie ważne, jak cała reszta, dlatego pierwszy post musi zaopatrzony w te informacje. Zaczynamy!

PRYSZNIC I WYGODNY STRÓJ – Zrzucamy z siebie służbowe ciuchy, wskakujemy pod ciepły prysznic zakończony zimnym i orzeźwiającym strumieniem wody. To taki przyjemny kopniak zachęcający do dobrze zorganizowanego wieczoru. Potem ulubione perfumy i wygodne ciuchy. Ja osobiście od dresów bardziej preferuje niekrępujące ruchów tuniki i wygodne legginsy.

ŚWIECE  – Potem dla samej siebie robimy super nastrój w mieszkaniu. Zapalamy świeczki. Polecam Wam kupno lampionów. Szczególnie jeśli macie ochotę zobaczyć jaki nastrojowy potrafi być dzięki nim Wasz dom. Na ogół nie myślimy o takich rzeczach, gdy mamy czas dla siebie, a to błąd. Przecież każda z nas uwielbia się rozpieszczać. Swoje lampiony kupiłam tu. Jestem z nich bardzo zadowolona. Stawiam je również po drugiej stronie drzwi wejściowych na balkon. Cudownie wyglądają, gdy patrzę na nie z salonu. Zwłaszcza zimową porą. Jeśli nie chcecie zapalać świeczek możecie kupić ich zrobione z wosku  imitacje. Wyglądają niemal jak prawdziwe. I jeszcze jedno; nie róbcie iluminacji świetlnych w każdym kącie. Wystarczą tylko świece i lampa podłogowa, która (być może dzisiaj) potrzebna Wam będzie do czytania.

ZAPACH – Równie ważny jak cała reszta jest zapach. Jeśli na co dzień po Waszym domu nie roznosi się jakiś miły dla nozdrzy „nęciwęch” polecam abyście się w taki zaopatrzyły przed Waszą randką z samą sobą. Wypróbowałam już kilka z nich i zdecydowanie polecam pałeczki zapachowe BB Home oraz jedną ze świec WoodWick

PORZĄDEK – Jaki porządek?? Macie niezrobione pranie, nie wymyte gary w kuchni i nie odkurzone dywany? Olejcie to. Pomartwicie się tym jutro. Dzisiaj jest czas tylko dla Was. No chyba, że bajzel jest tak duży, że nie jesteście w stanie przejść z kuchni do pokoju bez potykania się o różne rzeczy. Taka sytuacja wymaga zakasania rękawów. Na chwilę. Sama nie mogłabym się wtedy skupić. Nie przesadzajcie jednak. Posprzątajcie to co najbardziej „kole w oczy” i pamiętajcie, że na dłuższą metę „czego oczy nie widzą…”. Zresztą same wiecie, więc luz!

Co potem? Potem najważniejsze. Siadamy, czujemy się komfortowo, miękko i wypoczywamy. Jak odpoczywać w domu? Co robić? Można wiele rzeczy. Dzisiaj zaproponuję niebanalny serial, wartościową książkę, indywidualny kurs rysowania i powrót do przeszłości.

1.

***Obejrzyjcie kilka odcinków „Downton Abbey” pod rząd***

Downton Abbey

Zanim zostanę zlinczowana za namawianie do hodowania tłuszczu na kanapie, pamiętajcie, że nikt Was do niczego nie zmusza. Weźcie jednak pod uwagę fakt, że wszystko może być po coś, a parę godzin spędzonych na kanapie i wpatrywanie się w cudowne kostiumy z epoki zarzucone na szczupłe i dystyngowane sylwetki, również ma swoje plusy. Mnie te chwile zmobilizowały do ćwiczeń i do nakładania na talerz tyle jedzenia ile potrzeba, a nie tyle ile chcę. 

Tytułowe Downton Abbey to fikcyjna posiadłość zamieszkała przez arystokratyczną rodzinę Crawleyów oraz ich służbę. Kanwę serialu stanowią ich losy od epoki edwardiańskiej poprzez I wojnę światową aż po lata dwudzieste. Akcja pierwszej części zaczyna się w 1912 roku, w chwili gdy rodzina dowiaduje się, że w katastrofie Titanica ginie dziedzic Downton i przyszły mąż najstarszej córki lorda Crawley, Mary.

Moją ulubioną bohaterką jest Edith. Jedna z trzech córek Lorda Roberta Crawley i jego amerykańskiej żony, Cory. Może dlatego, że na początku jej nie lubiłam, potem mnie irytowała a następnie z dumą stwierdziłam, że najlepiej z całej rodziny przystosowała się do zmieniających się czasów. Zazdrosna o pozostałe siostry, niezauważana, niemal zakompleksiona, cicha, pełna tajemnic, nieszczęśliwa w miłości, kochająca matka a wreszcie kobieta sukcesu. 

Wiem, że ten opis nie spotka się z Waszym entuzjazmem. Brzmi jak tania opera mydlana. Jednak sposób w jaki ten wielowątkowy serial jest zrealizowany zachwyci niemal każdego. Pomoże w tym świetna gra aktorska, nastrojowa muzyka i wreszcie niesamowita dbałość o detale strojów i wnętrz. Serial nie ma głównego bohatera. Barwne losy wszystkich postaci przelewają się ze sfery służby, klasy średniej aż do tej sięgającej arystokracji. Co ciekawe w tym serialu służący są czasem bardziej konserwatywni od swoich pracodawców, a sam twórca serialu został oskarżony przez Brytyjczyków o zbytnie ignorowanie konfliktów na tle klasowym. Tu służba i państwo żyją w symbiozie. Ich przyjaźń, wsparcie i wspólne dzielenie się dramatami i szczęściem wylewa się poza ekran sprawiając, że wszyscy stają nam się bliscy. Czy warto obejrzeć wszystkie sezony? Zapewniam, że tak

„Downton Abbey”, scen. Julian Fellowes, prod. Wielka Brytania 2010–14. Sezonów 6.

2.

*** Przeczytajcie kilka rozdziałów fenomenalnej trylogii Kena Folleta STULECIE: Upadek gigantów, Zima świata, Krawędź wieczności. ***

przyjemne czytanie na kanapie

 

Cała trylogia ma trzy tysiące stron, ale zapewniam Was, że zanurzycie się w tą historię niczym w ciepłą, pełną wody i piany wannę. (Swoją drogą polecam. Jedyny minus jest taki, że woda zaraz zrobi się zimna i trzeba będzie wciąż nalewać świeżej. No bo jak można wyjść. Teraz? W takim momencie?).  Autor zapewnia nam nie lada rozrywkę i to na bardzo długi czas. Ken Follet potrafi opowiadać o niezliczonych wątkach tak, że każdy zainteresuje Was niemal jednakowo. Dodatkowo wszystkie skonstruowane mistrzowsko historie zawsze się ze sobą łączą. Wszystko ma ciąg przyczynowo skutkowy. Co ważne, nie sposób pogubić się podczas czytania. Przewracacie stronę, rozglądacie się oczyma wyobraźni po okolicy i idziecie dalej. Jesteście wśród bohaterów albo oglądacie w swojej głowie film. Wybór należy do Was. Te trzy książki nie bez powodu stały się bestsellerami na każdym rynku, na który trafiły. 

Jak wspomniałam w trylogii prowadzonych jest jednocześnie kilka wątków. W pierwszej części przerzucają nas one z Anglii do Niemiec a potem na fronty pierwszej wojny światowej. Głównym wątkiem całej monumentalnej powieści jest historia Europy w XX wieku. Towarzyszy ona pięciu rodzinom, których losy są tu opisane. Amerykańskiej, niemieckiej, angielskiej, rosyjskiej i walijskiej. Żadna z nich nie wysuwa się na pierwszy plan. Wszystkie są równie istotne dla rozwoju wydarzeń. Tym samym, z równym zainteresowaniem, śledzimy losy angielskiego hrabiego, niemieckiego oficera, bolszewickiego działacza, doradcy Stanów Zjednoczonych, rosyjskiego imigranta i brytyjskich sufrażystek z kręgów arystokracji oraz służby. Każdy z tych bohaterów ma swoje problemy, z którymi musi się zmagać. Obserwujemy jak dorastają, rodzą im się dzieci, starzeją się. Jeszcze szybciej od nich samych zmienia się Europa. I to jest niesamowite, bo własnie ta zmiana popycha ich życie do przodu. Kończy co zaczęte i zaczyna to co skończone. Wątki miłosne zderzają się z brutalnym światem wojny. Mnie urzekła miłość, która wybuchła pomiędzy angielską arystokratką a niemieckim oficerem. Ich kraje walczyły na dwóch przeciwległych frontach. Jej brat był w armii, która strzelała do jej ukochanego. I na odwrót. Uczucie jednak przetrwało. Chociaż nie bez ofiar… 

Całość to niesamowita skarbnica wiedzy historycznej, którą przyswoicie z przyjemnością.

Ken Follet, „Trylogia Stulecie”, Wydawnictwo Albatros.

3.

*** Stańcie przy sztalugach albo siądźcie przed białą kartką papieru, weźcie do ręki ołówek i rysujcie. To przyjemne! ***

nauka rysunku

Odkryłam ten pomysł na spędzenie wolnego czasu, w chwili gdy zaczęłam rysować synkowi. Nie umiałam wyczarować kredkami żadnego zwierzęcia. Potrzebowałam pomocy. Pierwszą była książka „501 trików. Mistrz rysunku”, Wydawnictwa Foksal. Dzięki niej na zawołanie rysowałam smoki, rycerzy i pieski. Sama byłam zaskoczona jaką zaczęło mi to sprawiać przyjemność. Myślałam nawet o kupnie sztalugi i malowaniu na płótnie. Zadziałała moja wyobraźnia. Widziałam siebie przy otwartym oknie. W promieniach słońca malowałam martwą naturę. Ten obrazek zostawię sobie jednak na mieszkanie albo dom o większych gabarytach. A teraz? Rysowanie. To jest to! Wystarczą dobre ołówki, blok rysunkowy i nieco wyobraźni. Najpierw jednak warto się troszkę podszkolić. Ja korzystam z następujących stron:

  1. Na początek łatwe rysunki
  2. Nauka rysowania od Kajutki
  3. Porady Basi
  4. Magia Rysowania
  5. Pomoc z Portalu Praktycznej Wiedzy
  6. Dekalog rysowania Dominiki
  7. Nauka rysowania dzięki Paulinie
  8. Wspaniałe inspiracje dla każdego

Takich stron jest dużo więcej. Wieczór spędzony na rysowaniu satysfakcjonuje i zmusza do refleksji. Spróbujcie. Kto wie, może takie artystyczne wieczory rozwiną w Was nowe hobby? 

4.

*** Cofnijcie się w czasie. Zamieńcie się na jeden wieczór w małą dziewczynkę i przypomnijcie sobie Emilkę ***

Emilka ze Srebrnego Nowiu Lucy Maund Montgomery

Pamiętacie Anię z Zielonego Wzgórza? No pewnie! Wszystkie ją pamiętamy. A „Emilkę ze Srebrnego Nowiu”? Tę dziewczynkę zna już mniej kobiet. Lucy Maud Montgomery tworzyła barwne postacie niesfornych marzycielek, żyjących we własnym świecie. Ania, Kilmeny, Historynka, Emilka, Rilla, Jane itd. Poznałam je wszystkie ale najbliższa z nich jest mi Emilka. Nawet teraz po latach czasem do niej wracam. Po to, aby przypomnieć sobie, że życie nie jest aż takie skomplikowane jakie nam się wydaje, i że tak naprawdę ze wszystkim można sobie poradzić. Wystarczy szczypta wytrwałości i wyobraźni. Tej książki nie da się czytać bez uśmiechu na twarzy. Wróćcie do chwil swojego dzieciństwa. Warto czasem na nowo odkryć w sobie dziecko. Chociażby po to, aby po miło spędzonym wieczorze porwać w ramiona naszego roześmianego brzdąca i nie myśleć już o tym, jak cudownie byłoby zrobić wreszcie coś dla siebie. 

***

Sprawdź także

Brak komentarzy

Zostaw komentarz