Kobiece treści, Kultura, We dwoje

Czas to nie zawsze La la Land dziewczyno!

27 stycznia 2017
Czas to nie zawsze La la land dziewczyno! Źródło zdjęcia: http://zpopk.pl/wszyscy-nuca-la-la-land-czyli-o-nominacjach-oscarowych-2017.html#axzz4WwUorfEd
Czas jest największym wrogiem każdej kobiety. I nie chodzi o to, że odbiera jej młodość. Czasem to najmniej ważne. Naprawdę! Czas płynie nie robiąc sobie nic rodzących się w głowie wątpliwości. Ile młodych kobiet im się poddało? Ile z nich z powodu niezdecydowania podjęło o swoim życiu błędne decyzje?
Każda wcześniej czy później zdaje sobie sprawę, ze zmarnowała jakąś szansę. Dla jednych czas będzie łaskawy i szczęśliwie odkryją to wcześniej, inne ze smutkiem zobaczą, że zmarnowały wiele lat. Bohaterka filmu La la Land miała szczęście. Zdążyła na czas!

Marzenia w La la Land

Czy tak jak Mia jesteś jedną z tych marzycielek, której Bóg nie poskąpił talentu ale dał za mało wiary w siebie? Czy odczuwasz to tak bardzo, że zabrakło Ci czasu na zrealizowanie swoich pragnień? Bo przecież zamiast marzeniami powinnyśmy kierować się rozsądkiem. Ile razy to słyszałaś? 
 
Są wśród Was takie, którym niewiele z tego rozsądku przyszło prawda? Chciałyście podążać za marzeniami ale bałyście się porażki. Uważałyście, że są lepsi? Inni zarzucali Wam bezmyślność a Wy nie umiałyście poskładać planu na przyszłość w otaczającym Was chaosie? Paradoksalnie wiedziałyście czego chcecie. Nie wiedziałyście tylko jak się za to zabrać. Przejmowałyście się, że ktoś Was krytykował. Stwierdziłyście, że próbujecie już za długo. Nie rozumiałyście czemu bez skutku…
 
Mia przeżywała to samo.
 
Od dzieciństwa chciała zostać aktorką. Postawiła wszystko na jedną kartę. Zamieszkała w mieście marzeń, czyli w Los Angeles (zwanym La la Land), gdzie pracując w kafejce, od sześciu lat próbowała swoich sił na castingach. Miała ich za sobą mnóstwo. I co? I nic. Wygrywały ładniejsze, wyższe, zdolniejsze i śmielsze. Ona jednak wciąż marzyła. 
 
Kochajmy marzycieli
Choć zdają się bezmyślni
Kochajmy serca, które świat łamie
I chaos, który po nas zostaje (…)
 
 

Bratnie dusze rodem z La la Land

Cudownie jeśli znajdziemy na swojej drodze kogoś kto doda nam wiary w siebie i przekona, że nie warto się poddawać po kolejnej porażce. Kto wskaże problem, chwyci za rękę i pociągnie w górę.
 
To prawda! Trudno długo trwać w przekonaniu, że warto dalej się starać, skoro wszystko wskazuje na to, że nigdy się nie uda. Co się wtedy dzieje? Odpuszczamy. Statystyki pokazują, że kobiety częściej niż mężczyźni. Nie wierzymy w siebie tak jak powinnyśmy i mniej cenimy sobie konsekwencje w dążeniu do marzeń.
 
A przecież marzenia to pasja, a pasję niejednokrotnie już przekuto na sukces. Jaki jest  klucz do tego równania? Konsekwencja, upór i fakt: szczęście! Największym jest dostrzeżenie na zaludnionej drodze naszego życia kogoś, kto zobaczy w nas to, czego jeszcze sami nie widzimy. Istotna jest również chęć i umiejętność przyjęcia pomocy. Z pokorą i zapałem. Cudownie jeśli potrafimy dostrzec takich ludzi w czasach naszej młodości. Potem trudniej jest nadrobić coś, co mija. Być może bezpowrotnie…
 
Ktoś w tym tłumie może Ci pomóc
Wznieść się do gwiazd
I właśnie ten ktoś
Zabierze Cię tam, gdzie trafisz chcesz
Ktoś w tym tłumie Cię stworzy
Ktoś w tym tłumie pomoże
Narodzić się od nowa
Jeśli jesteś gotowa!
 
 

 
Mia miała szczęście. Tym kimś był Sebastian. Chłopak, którego pokochała okazał się prawdziwym przyjacielem i mentorem pomagającym jej ominąć groźne chwile niepewności. Ona również była dla niego wsparciem. Połączyły ich wspólne pragnienia. Marzenia by coś w życiu osiągnąć i zostawić światu cząstkę siebie.
 
Ona kocha aktorstwo. On uwielbia stary jazz.
 
Sebastian przekonuje Mię, by sama napisała sztukę dla siebie. Ona mówi Sebastianowi, by nie szukał ratunku w nowoczesności. Wierzy mu, że ta niszczy kwintesencję prawdziwego jazzu. Słuchając jego porad i zniechęcona nieudanymi castingami pisze monogram o sobie samej. Po premierze, na którą niemal nikt nie przychodzi słyszy, że jej monodramat, zagrany zbyt dosłownie jest do bani. Poddaje się.
 
Sebastian pragnąc zarobić na wymarzony klub dla prawdziwych koneserów jazzu, zdaje sobie sprawę, że do niczego nie dojdzie grając stare kawałki do kotleta. Rezygnuje ze swoich zasad, brata się z nowoczesnością i wstępuje do zespołu jazzowo-popowego. Daje się przekonać, że nie musi wciąż oglądać się na historię muzyki. Nawet jeśli są to kawałki, których nie lubi. Po jakimś czasie wszystko rekompensuje mu znakomity kontakt z publicznością i fakt, że razem z zespołem odnosi sukces.
 
Sebastian i Mia coraz mniej się rozumieją. Zapominają o prywatnym szczęściu. Przekonują się, że w mieście takim jak La la Land pogoń za fikcją jest silniejsza niż realne życie. Tym samym i u nich zwycięża rozsądek.
 
Mia zostaje sama.
 
Oboje nie są gotowi na wyzwanie. Zgubili gdzieś konsekwencję i wiarę w swoje marzenia. Jednak, jak to zawsze w hollywoodzkich produkcjach bywa – coś się zmienia. Sebastian wierzy w talent Mii. To właśnie on sprawia, że dziewczyna trafia na przesłuchanie, które okazuje się strzałem w dziesiątkę…

Kobiece dylematy niespełnionych szans

Film jest słodko gorzki. I sama nie wiem czy po napisach końcowych w mojej duszy dominował ton słodki, czy gorzki właśnie. Nie będę wyjątkiem, gdy napiszę, że na początku filmu byłam rozczarowana. Robiłam jednak dobrą minę do złej gry. Nawet wtedy, gdy mój mąż nachylił się do mnie i szepnął „Nie wierzę, że dałem się na to namówić!”.
 
Potem było tylko lepiej! Nie wiem komu z nas film podobał się bardziej. Zmusił do przemyśleń i do długiej – na ich podstawie – dyskusji… Zresztą początek tych rozważań miał miejsce jeszcze w sali kinowej. Muzyka Justina Hurwitza pomagała je wyciągać z mojej głowy a dobór kolorów, scenografii i kostiumów akcentował delikatnie każdą myśl.
 
Od zeszłego roku film obsypywany jest deszczem nagród. Został rekordzistą jeśli chodzi o nominacje oskarowe. Otrzymał ich 14! Ile zgarnie statuetek? Nie wiadomo, ale życzę mu jak najlepiej. Mam gdzieś, że niektórzy nazywają go lekką, kolorową i nic nie wnoszącą wirtuozerią. Nie znam osoby – i mówię tu również o najbardziej zagorzałych przeciwnikach musicali – której film by się nie podobał. Każdy ma swoje zdanie ale, aby wyjść z kina i naprawdę zachwycić się filmem La la Land, trzeba chociaż trochę rozumieć Mię i Sebastiana. Może na podstawie swoich własnych doświadczeń?
 
Jestem pewna, że każdy z nas zmierzył się w swoim życiu z dylematem niespełnionych szans. Lepiej radzą sobie z nimi mężczyźni. Widać to w filmie. Sebastian znalazł inne rozwiązanie na dojście do wymarzonego celu. Cofnął się o dwa kroki w tył, zrezygnował z zasad, dał się przekonać, że musi się czasami upodlić i zagrać kawałki, których nie kocha. Bez względu na to czy odszedł z komercyjnego zespołu czy nie, praca tam przybliżyła go do otwarcia wymarzonego klubu. A Mia? Ona do końca pozostała wierna swoim ideałom i na jakiś czas przegrała. Dlaczego? Wystarczyła kolejna krytyka aby zrezygnowała ze świateł jupiterów. Oboje bohaterowie nie są idealni. Posiadają skazy, ale po raz kolejny w filmie pokazano, że to kobiety oceniają się zawsze dużo bardziej surowo.
 
Badania pokazują, że to u nas normalne i aby nie być gołosłowną podam tu jeden z wielu przykładów na ten temat:  
 
Jakiś czas temu dwójka amerykańskich psychologów David Dunning z Cornell University i Joyce Ehrlinger z Washington State University przeprowadziła eksperyment, w którym poproszono studentów o rozwiązanie testu. Jednocześnie w skali od 1 do 10 mieli ocenić swoją wiedzę naukową. Kobiety oceniły swoją wiedzę na 5,8 a mężczyźni na 7,1. Po sprawdzeniu testów okazało się, że kobiety otrzymały 7,5 a mężczyźni 7,9. Wyniki niewiele różniły się między sobą, ale to studentki były względem siebie bardziej surowe.
 
Taka sytuacja ma miejsce bardzo często. Tak oceniła siebie również Mia. Do tego aby wreszcie na dobre uwierzyła w swój talent, ktoś musiał kopnąć ją w tyłek i popchnąć prosto w sam środek miasta gwiazd. Poskutkowało!
 
W słodkim klimacie bajkowego musicalu odbija się gorzki obraz życiowego realizmu. Ten miks kupuję w całości a reżysera błagam o więcej!!!
 
 

 
 
 

Sprawdź także

Brak komentarzy

Zostaw komentarz