Kobiece treści

Moja Mama i 14 ważnych zdań, za które jedno dziękuję nie wystarczy…

26 maja 2016

Opisuję tu wiele wspaniałych kobiet, ale dzisiaj przyszedł czas na kobietę wyjątkową – moją mamę. Długo zastanawiałam się czy wręczyć jej list czy powiedzieć o tekście, który pojawi się tutaj. Zdecydowałam się na to drugie rozwiązanie, bo wydaje mi się, że treści – a tym samym sens słów – które za jej udziałem, są dla mnie takie ważne, powinny znaleźć się właśnie „na Treściwej”.

Wiele piszę o kobietach, które pokazują nam niezłomność charakteru oraz udowadniają, że w życiu nawet w beznadziejnej sytuacji można znaleźć wyjście. Przekuć ją na sukces.

Moja mama zawsze powtarza abym w życiu wszystko robiła tak, jakby to była ostatnia rzecz, jaką zrobię. Nie zawsze mi wychodziło. Był czas, że zupełnie odpuściłam staranie się o lepsze jutro, ale ona nigdy nie przestała we mnie wierzyć. To jest właśnie siła najprawdziwszych mam.

Przypuszczam, że Wasze mamy – tak jak dla mnie moja – są REWOLUCJONISTKAMI, które pokazują Wam jak poradzić sobie z życiem, współczesnymi kobietami (SHERO) udowadniającymi, że świat w swoim pędzie ich nie przeraża tak bardzo, jak o tym mówią oraz zwyczajnymi kobietami – takimi jak Wy.

Oto 14 wspomnień, które spontanicznie przychodzą mi do głowy, gdy pomyślę: „MOJA MAMA”

***

Mam 3 latka, stoję z Tobą w zatłoczonym tramwaju. Przytulam się do Ciebie mocno a Ty obejmujesz jedną dłonią moją twarz. Tramwaj staje i przeciskamy się z trudem przez nieruchomy tłum. Już, już mam wychodzić, kiedy automatyczne drzwi zaciskają się na mojej nodze. Nieruchomy tłum ożywa a Ty krzyczysz najgłośniej. Wszystko trwa krótką chwilę ale ja pamiętam ją jako wieczność. Motorniczy zatrzymuje w końcu tramwaj i otwiera drzwi. Wynosisz mnie na zewnątrz, klękasz i sprawdzasz moją nóżkę. Wszystko z nią w porządku. Przytulasz mnie mocno i mówisz: „Wiem, że się przestraszyłaś, ale teraz wszystko jest już dobrze. Jestem przy Tobie”. Łzy na mojej twarzy schną. Wracamy do domu…

***

Pół roku później. Własnie wróciłam z dwutygodniowych wakacji w Bułgarii z babcią i dziadziem. Nie mogę się doczekać aż się do Ciebie przytulę, ale nigdzie Cie nie mogę znaleźć. W końcu tata prowadzi mnie do mojego pokoju. Podbiegam do Ciebie szczęśliwa i nagle …. Ty uśmiechasz się wzruszona a ja już wiem, że ta mała lalka o wielkiej głowie wszystko między nami popsuje. Nachylasz się do mnie i mówisz: „Kochanie to Twoja siostrzyczka. Bardzo bym chciała abyś pokochała ją tak, jak ja kocham Ciebie”. 

***

Mam 5 lat. Jestem w pokoju, który mnie i mojej siostrze wydaje się ogromny. Z głośników leci nasza ulubiona piosenka: „Na brzegu błękitnej rzeczki mieszkają małe smuteczki. Ten pierwszy z tego powodu, że nie wolno wchodzić do ogrodu. Drugi – że woda nie chce być sucha. Trzeci, że mucha wleciała do ucha”. Nam nie jest smutno. Leżysz na ogromnym dywanie a my podbiegamy do Ciebie na zmianę aby zaraz potem poszybować na Twoich stopach w niebo niczym samolot. Powtarzasz, że: wszyscy zawsze będziemy razem. My to wiemy, bo przecież „Wystarczy pieskowi dać mleczko i już nie ma smuteczków nad rzeczką”.

***

Mam 6 lat. Jestem fryzjerką. Moja mała modelka się trochę wierci, ale co tam – tniemy dalej. Jestem z siebie dumna. Włosy spadają na nasz kolorowy dywan, tak jak w prawdziwym salonie fryzjerskim. Nagle do pokoju wpadasz Ty. Krzyczysz. Modelka patrzy na Ciebie i nagle w geście solidarności zaczyna rzewnie płakać. Jej twarzyczka zaczyna przypominać lekko pomarszczoną mirabelkę, z grzywką sterczącą na samym szczycie czoła. Uspokajasz ją. Mówisz, że wygląda ślicznie. Ja nastawiam uszu. Kątem oka widzę, że jednak nie jesteś aż tak bardzo zła. Chyba nie wiesz czy krzyczeć, płakać czy się śmiać. Siadasz naprzeciwko mnie i mówisz: „Pamiętaj Sylweczko, nigdy nie rób drugiej osobie tego, czego Ty sama byś nie chciała”

***

Mam 12 lat. Wracamy do domu. Ty z pracy w szkole, gdzie pracujesz jako stomatolog, a ja i moja siostra z lekcji. Ty czekasz na nas, albo my na Ciebie. Potem idziemy na zakupy. Razem robimy kolacje, rozmawiamy, śmiejemy się. To „bycie razem” jest bardzo fajne. Dla nas mogłoby być tak zawsze. Cudownie wspominam ten okres. Potem nie będziesz miała dla nas już tyle czasu. Rozwój, kariera, praca. „Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci” mówisz. I ja staram się to zrozumieć.

***

Dzień matur. Szkolny korytarz, biegnę do sekretariatu aby zadzwonić i powiedzieć Ci, że historię na maturze zdałam na piątkę. Wzruszasz się ale mówisz, że wiedziałaś, że tak będzie: „Niepotrzebnie się denerwowałaś, bo przecież ja byłam Ciebie pewna”.

***

Mam 20 lat. Wigilia. Cała rodzina już wyszła. Jesteś zmęczona całonocnym przygotowaniem potraw. Pamiętam, że noc wcześniej, pomagałam Ci przy Karpiu po żydowsku, który okazał się karpiem „w malignie” zwracając farsz nawet przez oczy. Koniec, końców jednak został zreanimowany i smakował świetnie. Po kolacji siedzieliśmy przy pustym stole, z resztkami jedzenia i nagle wyrwało Ci się, żebyś zapaliła. Nie miałaś papierosów. Ja miałam. W tą wigilijną noc kiedy stałyśmy po ciemku na balkonie, rozświetlonym jedynie cienkim żarem, powiedziałaś: „Jesteś dorosła. Nie będę Ci na siłę niczego zabraniała, ale wierzę, że masz swój rozum i wiesz co jest dla Ciebie najlepsze.” Za te i inne słowa nigdy nie chciałam Cię zawieść.

***

Mam 21 lat. Jest noc. Leżę w pokoju i płaczę. Przeżywam właśnie swój pierwszy zawód miłosny. Będziesz przy mnie przez całą noc. Nie mówisz zbyt wiele. Po prostu jesteś. Na pytanie dlaczego to tak boli odpowiadasz: „Kochanie to minie. Najlepszym lekarstwem jest czas i Ty sama. Myśl przede wszystkim o sobie.”

***

Mam 24 lata. Wyprowadzam się z domu. Wnosimy ostatnie rzeczy do mojego nowego mieszkania. Wieje pustką. Nagle rozumiem co się dzieje i Ty chyba też. Starasz się być silna. Ja nagle chcę wrócić. Wiem jednak – tak jak Wy – że to już czas. Odtąd nasze wspólne rodzinne rozmowy będą odbywać się w weekendy i tak jak kiedyś trwać będą od śniadania do obiadu. Powtarzaliście nam wtedy częściej niż kiedyś: „Pamiętajcie wiele się w życiu zmieni, ale jedno pozostanie niezmienne – wy jako siostry. Macie siebie na zawsze!”

***

Dzień egzaminów magisterskich. Jest ze mną siostra. Czeka na korytarzu a gdy szczęśliwa wybiegam z sali egzaminacyjnej wręcza mi list od Was. Rozpoznaję pismo taty, ale wiem że każde zdanie składaliście wspólnie. Tak jak kilka lat temu przy maturze wiedzieliście, że zdam. „Sylweczko rozpoczynasz właśnie kolejny etap w swoim życiu. Życzymy Ci wielu sukcesów. Takich jak dzisiaj!”. Dla was nauka jest tak oczywista, jak powietrze, którym oddychacie. To nie ma być powód do dawania prezentów a do wspierania. Dlatego właśnie postanowiłam spróbować swoich sił przy kolejnych studiach podyplomowych. Dzięki wiedzy czuję się silniejsza. Wiele jeszcze przede mną.

***

Mam 29 lat. Wsiadam do samochodu, który zabierze mnie z mojego kochanego Krakowa do dalekiej Gdyni. Być może na zawsze. Stoisz obok i chyba po raz pierwszy w życiu nie wiesz co powiedzieć. Starasz się powstrzymać łzy. Obok mnie siedzi facet, którego znam od roku, i do którego jadę. Będzie moim mężem dopiero za dwa lata. Nie wiesz co mnie czeka i myślę, że boisz się tego bardziej niż ja. Obejmujesz mnie po raz ostatni i mówisz: „Pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć”. Tyle wystarczy. Aż do zakrętu za bramą widzę w lusterku wstecznym, jak stoisz na środku drogi. Jest mi tak smutno… Ale to była moja decyzja…

***

Mam 31 lat. Jest piękny czerwcowy dzień i dzisiaj w Krakowie biorę ślub. Od rana jest wesoło. Nawet się nie denerwuję. Potem jednak w drodze do fryzjera, gdy okazuje się, że tort „siada”, mój przyszły mąż nie odbiera telefonów a część kwiatów na nasze wesele omyłkowo powędrowało na inne – wszystkim puszczają nerwy. Odbieram telefony na tylnym siedzeniu samochodu i już nie jestem spokojna. Dochodzi do kłótni. Tato wysadza nas przy plantach. Podczas spaceru do salonu idę za Tobą. Jestem zła. Na miejscu siedzimy obok siebie. Zaczynasz doradzać fryzjerowi jak powinien upiąć mi włosy, gdzie dać kwiaty. Potem razem z makijażystką zachwycasz się tym jak pięknie wyglądam. Złość mija zupełnie, gdy wsiadamy do taksówki a Ty bierzesz mnie za rękę i mówisz: „Przepraszam, ja też nie jestem bez wad. Od teraz robimy wszystko aby to był Twój najpiękniejszy dzień!”

***

Dzień, w którym poczułam się mamą. Mój synek ma dwa dni. Poród był zaskoczeniem. Niemal o miesiąc za wcześnie. Coś jest nie tak. Nie rozumiem lekarzy, a powinnam. Wychowałam się wśród nich. Mój mąż nie potrafi mnie uspokoić… Nareszcie jesteście! Boże co za ulga… Tatuś rozmawia z neonatologami… Ty ze mną. Już wiem, że wszystko będzie dobrze. Tłumaczysz, wspierasz, pomagasz. „Spójrz jaki on jest piękny – mówisz – Martwisz się, bo właśnie zostałaś mamą i martwić będziesz się już zawsze. Teraz ciesz się, że masz takiego wspaniałego synka. Będzie zdrowy!”. Nigdy nie byłaś mi aż tak bliska, jak tego dnia.

***

Dzisiaj. Siedzę przy biurku w swoim gdyńskim domu i piszę te słowa. Zaczęłam wczoraj w nocy i kończę teraz. Jest 7.18. Za niecałą godzinę do Ciebie zadzwonię i powiem Ci, że jesteś dla mnie najważniejszą kobietą na świecie. Razem z moją siostrą, bo to właśnie Ty z tatą nauczyliście mnie, że życie pędzi do przodu a rodzina – nieważne gdzie – zawsze trwa przy sobie. Teraz mam obok siebie moich dwóch mężczyzn i obojgu staram się przekazać to samo, co przez całe życie słyszałam od Ciebie: Rozmawiajmy…

***

Nie ma Cię przy mnie na co dzień i chociaż tak bardzo za Tobą tęsknię, nikt nie odbierze mi tych pięknych wspomnień. Wszystkie, nawet te słodko-gorzkie, niosą ze sobą przesłanie, które chce ze sobą zabrać wszędzie i dzień po dniu przekazywać mojemu synkowi.

Dziękuję Ci za nie mamusiu :).

Sprawdź także

Brak komentarzy

Zostaw komentarz