Kobiece treści, Rewolucjonistki, Sylwetki Kobiet

Indiana Jones w spódnicy. Recenzja filmu z Nicole Kidman!

17 kwietnia 2016
Gertrude Bell

Jak mogło potoczyć się życie kobiety w XIX wiecznej Anglii, która urodziła się z nadmiarem talentów? Kobiety, która już od najmłodszych lat wybijała się ponad przeciętność? Odpowiedź jest prosta. Taka kobieta musiała przeżyć swoje życie inaczej, pełniej i bardziej brawurowo niż inne jej podobne damy! Nie zapominajmy, że czasy były burzliwe, świat się zmieniał, ale pozycja kobiet wciąż stała w miejscu. Ona jako jedna z wielu nie chciała się podporządkować i jako jedna z niewielu miała odwagę, by to zmienić. Czy była feministką? Nie uważała się za nią. Chciała po prostu być wolna i zawsze zdobywała to, czego pragnęła. Może z wyjątkiem jednej rzeczy… Miłości do mężczyzny… Jednak i z tym pogodziła swój los. Wypełniła ją bowiem inna miłość. Miłość do Orientu! O kim mowa? To kobieta, o której na długie lata świat zapomniał. Do popkultury trafił jej serdeczny przyjaciel Thomas Edward Lawren’ce. Legendarny „Lawrence z Arabii”. Ją zaś wciągają tam dzisiaj Werner Herzog za sprawą filmu „Królowa Pustyni” oraz Georgina Howell dzięki książce „Córka Pustyni. Niezwykłe życie Gertrude Bell”

***

Poznaj Gertrude Bell! Indiana Jones w spódnicy.

Gertrude Bell. Źródło zdjęcia: http://www.chroniclelive.co.uk/news/north-east-news/heaton-woman-helping-rebuild-iraq-9883768

Gertrude Bell. Kobieta, która swoimi przygodami mogłaby podzielić się dziesięcioma innymi, a mimo to o każdej można byłoby nakręcić fascynujący film. Pisarka, globtroterka wyprzedzająca swoją epokę, alpinistka, fotografka, przyjaciółka arabskich szejków, doradczyni króla Iraku, założycielka Muzeum Irackiego w Bagdadzie, autorka map a wreszcie agentka brytyjskiego wywiadu. Pełna wdzięku, twarda dama o renesansowej duszy z mentalnością mężczyzny. 

CZEGO ZABRAKŁO W FILMIE „KRÓLOWA PUSTYNI” O GERTRUDE BELL?

Dobrego aktorstwa. Z całym szacunkiem dla Nicole Kidman, bo przez cały film zachwycałam się jej urodą i ponaciąganą twarzą, nie dała rady…  Jeśli w rzeczywistości wygląda gorzej to operatorzy kamery i oświetleniowcy odwalili kawał dobrej roboty. Na ekranie wygląda młodo, eterycznie i świeżo. Jednak na boga!! Gertrude Bell nie była wcale eteryczna. Była twarda, pyskata i pewna siebie. Owszem nie brakowało jej wdzięku, ale cechy męskie i kobiece współgrały u niej niemal jednocześnie. Nicole nie poradziła sobie z tym zadaniem wystarczająco. Wciąż miałam przed oczami jej ostatnią rolę – Grace Kelly. Nie potrafiłam zobaczyć prawdziwej Gertrude Bell. Henry Cadogan wypada jeszcze gorzej. W pierwszej scenie myślałam nawet, że jest chory. Tymczasem James Franco odegrał tę rolę w sposób jednowymiarowy i nudny. Zaś Gertrude Bell i Henry Cadogan razem – byli  za mało naturalni. Tak, jakby wcale się ze sobą dobrze nie bawili. 

Gdy odkryłam, że Lawrenc’a grać będzie Robert Pattison myślałam, że pęknę ze śmiechu. Wampir ze Zmierzchu na pustyni bez centymetra cienia dla ochrony? Jednak… O dziwo Pattison nie wypadł tak źle. Bezsprzecznie najlepiej poradził sobie Damian Lewis jako Richard Wylie. Stworzył postać, która jest autentyczna, dynamiczna i przede wszystkim z krwi i kości. 

Lepszego kontrastu pomiędzy nią a innymi kobietami. Idealna wiktoriańska kobieta miała być westalką domowego ogniska. Gertrude Bell nie wyobrażała sobie takiego życia. Tak naprawdę nie rozumiała większości kobiet. Ich nudnej i przewidywalnej podróży przez resztę życia. Chciała więcej. I „to więcej” otrzymała. Zaczęła po to sięgać już podczas studiów w Oxfordzie, które ukończyła z wyróżnieniem. Już wtedy udowodniła, że nie ustępuje niczym mężczyznom. Nie otrzymała niestety dyplomu. Pierwsza kobieta na tej uczelni otrzyma go dopiero trzydzieści lat później. Nie o to dyplom jednak chodziło. Ona chciała wiedzieć więcej i brać to, co jej się należy bez kompleksów. Inne kobiety z jej sfery prześcigały się w poszukiwaniu idealnego kandydata na męża, urodzeniu idealnych dzieci, zorganizowaniu idealnych bali i rautów. Ona poszerzała horyzonty. Zdecydowała się na podróż do świata, gdzie horyzont kobiecych możliwości sięga znacznie dalej. Chciała przeżyć życie po swojemu a nie tak jak nakazują konwenanse. Spotkało ją z tego powodu wiele przykrości. Zarówno ze strony mężczyzn jak i kobiet. Warto jednak podkreślić, że rodzące się nieśmiało w tym czasie ruchy feministyczne ją podziwiały. Ona jednak z żadnym się nie utożsamiała. Mimo, że mogła być ich fenomenalną patronką. Kobietą, której styl życia nie był powszechnie akceptowany, bo przełamywał pewne kanony i ograniczenia kulturowe. Bezsprzecznie utorowała drogę dzisiejszym kobietom. Podkreślenia tego zabrakło mi w filmie.

Prawdziwszych kontaktów z mężczyznami. W filmie za mało jest twardych i partnerskich relacji pomiędzy Bell a nimi. Za dużo ckliwego harlequina. Uśmiechy, spojrzenia spod firany rzęs, zbytnia delikatność i te romanse które niepotrzebnie wypełniają cały film. Prawda była zgoła inna. Wielu brytyjskich mężczyzn Gertrude Bell irytowała i onieśmielała, bo ona udowadniała, że jest od nich lepsza. Uwielbiała ryzyko i adrenalinę. Wspólnie z beduinami paliła sziszę nabijaną afgańskim haszyszem albo chińskim opium, jadła jagnięce łby, uwielbiała rozmawiać z szejkami o ich kulturze, obyczajach i poezji. Dzięki ich pomocy docierała do miejsc gdzie nigdy wcześniej nie było żadnej europejskiej kobiety, oraz do miejsc gdzie nigdy swojej stopy nie postawił żaden europejski mężczyzna. Werner Herzog próbuje w jakiś sposób zrobić z Nicole Kidman taką twardą, niecenzuralną i nie przejmującą się zdaniem innych damę. Bezskutecznie. Albo on robi za mało dubli albo ona nie może zapomnieć o Grace Kelly. W scenie, w której piją z Lawren’cem przy ognisku whisky z jednej butelki wypada sztucznie. Oczywiście nie chce być źle zrozumiana. Nie wymagam od Nicole Kidman aby klęła, wycierała twarz rękawem, bekała po każdym łyku i opowiadała sprośne kawały. Absolutnie nie o to chodzi! Wystarczyło znaleźć złoty środek dzięki któremu mniej będzie flirtowania a więcej partnerstwa. Gertrude Bell nie wysilała się tak bardzo aby spodobać się innym. Szejkowie zwracali się do niej „Wasza Ekscelencjo” a brytyjscy politycy po latach złośliwości i nazywania ją „złośliwą pannicą z Oxfordu” i „koturnową babą” zaczęli mówić iż: „nie tracąc kobiecego wdzięku  posiadła umysł mężczyzny”. Dla kobiety z wiktoriańskiej Anglii był to nie lada komplement

Poznaj Gertrude Bell! Indiana Jones w spódnicy.

Gertrude Bell. Źródło zdjęcia: http://www.historynet.com/behind-the-lines-iraqs-queen-mother.htm

Prawdziwego klimatu jej podróży. Wspomniałam wcześniej, że była szanowana przez ludzi pustyni. Chętnie poznawała ich kulturę i obyczaje. Gościli ją chętnie szejkowie i zwykłe beduińskie rodziny. Czuła się wśród nich lepiej niż na europejskich salonach. W filmie jest taki fragment, gdy Bell pisze do swojego drugiego kochanka brytyjskiego konsula Richarda Wylie. Zwierza mu się wtedy, że pustynia to jej miejsce na ziemi, że gdy nią podąża czuje się jakby wracała do domu. Otaczająca ją cisza i spokój – tak inne niż gdzie indziej – to rzeczy bez których nie umiała żyć. Żałuję, że Herzog nie pociągnął tego tematu. Jego próba rozłożenia na części pierwsze psychiki Bell nie była trafiona. Nie chcę wyjść na jakiegoś wymądrzającego się krytyka filmowego, który wie tyle co nic, ale moim zdaniem pominął zbyt wiele aspektów, dzięki którym pokazałby autentyczną Gertrude. Taką z pazurem. W gorącej wodzie kąpaną a jednocześnie w czepku urodzoną. Za mało jej w filmie a tymczasem ona podczas swoich podróży umiała pokonywać ból, głód, upał i zimno. Lubiła spartańskie życie nie pozbawione pewnych aroganckich jak na pustynię rytuałów. Paradoksalnie bowiem miała skłonności do ekstrawagancji. Codziennie wieczorem musiała napić się kawy ze swojej srebrnej zastawy. Celebrowała tą chwilę przy ognisku, pod osłoną gwiazd, będących tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Nierzadko w towarzystwie beduińskich znajomych, którzy kilka chwil wcześniej ją zaatakowali. Umiała ich sobie zjednywać. Późnym wieczorem albo wcześnie rano brała długą kąpiel w swojej brezentowej wannie. Woziła ze sobą dwa namioty. Jeden jako sypialnię, drugi jako pokój kąpielowy. Na swoje wyprawy zabierała modne suknie wieczorowe, szyfonowe bluzki, lniane spódnico-spodnie i obuwie z najnowszej kolekcji. Oczyma wyobraźni widzę jak siedzi na swoim wielbłądzie w całym tym rynsztunku. W jednej ręce trzyma parasolkę. W drugiej książkę. Potrafiła tak przejechać 10 godzin. Czy było jej niewygodnie? A jakie to miało znaczenie? Miała to, co chciała, robiła to, co chciała. Otaczający ją, aż po horyzont, piasek był jej domem. Była u siebie a spokój, który tu odczuwała sprawiał, że bezpiecznie mogła zatopić się w lekturze. Bezczelnie szczęśliwa i pewna siebie.

Porządnych zwrotów akcji. Mam wrażenie, że Werner Herzog za bardzo skupił się na pięknych krajobrazach i przedłużającej się wędrówce przez pustynię. Gertrude Bell dwa razy zostaje zaatakowana, raz cudem unika aresztowania ale to za mało. Gdzie jej odkrycia, gdzie ona jako archeolog samouk, gdzie jej duma z tego, że dociera gdzieś jako pierwsza, gdzie jej buta podczas rozmowy z beduinami, którzy właśnie zaatakowali jej karawanę. I znowu. W filmie jest scena, gdy Nicole Kidman nie zważając w takiej sytuacji na lekkie draśnięcie kulą podczas ataku każe się zaprowadzić do wodza. Na nakaz by weszła do niego wejściem dla kobiet, omija beduinów i staje przed obliczem szejka. Wszystko super, ale prawda była nieco bardziej brutalna. Gertrude Bell musiała wykazać się nieco większą sztuką dyplomacji i czytając o tym widzisz, ile ryzykowała. W filmie ta scena jest przesłodzona. Kończy się znowu trzepotem rzęs i kulturalną wymianą zdań na temat poezji. Ta Gertrude wygląda jak uparta dziewczynka, której dobry wujek szejk postanowił nie dać klapsa. 

 

Poznaj Gertrude Bell! Indiana Jones w spódnicy.

Zdjęcie zrobione Gertrude Bell. Gertrude Bell documentary.

Więcej informacji o sukcesach w polityce na Dalekim Wschodzie i w dyplomacji. Biorąc pod uwagę kontekst historyczny i pozycję kobiet w tamtym czasie Gertrude Bell dokonała niemal czegoś niemożliwego. W „Królowej Pustyni” poznajemy ją raczej jako wiecznie czekającą na księcia cwałującego ku niej na białym koniu, albo raczej na białym wielbłądzie. Tymczasem była czołową orientalistką swoich czasów. Konkurowała z Lawrenc’em chcąc być tak jak on użyteczna dla rządu Wielkiej Brytanii. Podczas I wojny światowej dostarczała informacji o obiektach militarnych Imperium Tureckiego, które sprzymierzyło się z Niemcami oraz o wpływach niemieckich w pólnocnej Arabii. Zdobywała wiele cennych informacji strategicznych pod pretekstem dokumentowania wypraw naukowych. Warto również dodać, że informacje przez nią zdobyte i jej wnikliwe opisy kultury mentalności i sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie do dzisiaj są obowiązkową lekturą w Pentagonie. Niewiele osób o tym wie.

Po obejrzeniu filmu Herzoga również nie będziemy tego wiedzieć, a jeśli obejrzymy film „Angielski Pacjent” nabierzemy przekonania, że Bell to mężczyzna. Główni bohaterowie bowiem podczas podróży przez pustynie korzystają z map przygotowanych przez „niejakiego Bella”. Mężczyznę zatem. Scenarzyści nie sprawdzili kto sporządził te mapy. Nawet wtedy, pod koniec lat dziewięćdziesiątych nie przyszło im do głowy, że tak ciężką robotę wykonać mogła kobieta. A jednak! I to jaka!!

Czy film Herzoga mistrzowsko wnika w jej osobowość? Wcale! A czy wnika w jej duszę książka Georginy Howell? Tak! Tym samym, chcesz poznać prawdziwą Gertrude Bell przeczytaj książkę „Córka Pustyni”. Masz ochotę na lekko przepalony pustynnym żarem romans przygodowy, piękne zdjęcia i całkiem niezłą muzykę, obejrzyj film Herzoga. Miej jednak na uwadze, że Nicole Kidman, tylko muska prawdziwą naturę Bell.

Na koniec chciałabym przytoczyć słowa samej Gertrude Bell. One charakteryzują ją najlepiej. 

„Niewiele jest bardziej radosnych chwil dla człowieka wychowanego w złożonym porządku społecznym niż, gdy stoi na progu podróży w nieznane”

Poznaj Gertrude Bell! Indiana Jones w spódnicy.

Fot. Tiago Camargo

 

Polecam również inny, tym razem nie fabularny film, którego kadr wykorzystałam w jednym z powyższych zdjęć.

***

Pisząc tekst korzystałam między innymi z następujących artkułów:

„Królowa pustyni” – recenzja nowego filmu Wernera Herzoga

Sprawdź także

Brak komentarzy

Zostaw komentarz