Kobiece treści

Kolejny poród! Dla kasy, ku chwale ojczyzny czy z miłości?

31 marca 2016
Kolejne dzieci dzięki programowi 500 + ?

Już jutro będzie można składać wnioski związane z projektem 500+ i dzięki temu co miesiąc otrzymywać pół tysiąca złotych na drugie i kolejne dziecko. Pominięte są jedynaki, chyba że mama i tata zarabiają średnio 800 zł na każdego członka rodziny. Jestem mamą takiego jedynaka na urlopie wychowawczym i żoną tego, który zarabia trochę za dużo. Nawet gdyby było nam gorzej, nie takiej pomocy oczekuję od mojego Państwa. Cóż to za prezent, który zaraz muszę zwrócić?

Myślę o nim już od czasu, kiedy okazało się, że dla mojego synka nie ma miejsca w publicznym przedszkolu. Opiekunka kosztuje dużo więcej niż 500 zł. Leki, które moje dziecko musi łykać i zajęcia, w których musi uczestniczyć, również przekraczają tę kwotę. Jednak w pełni uświadomiłam sobie absurdalność tej pomocy dzisiaj. Po raz kolejny miałam do wyboru a) kilkugodzinne czekanie z rozpalonym od gorączki dzieckiem na rękach, w państwowej placówce zdrowia i b) szybką reakcję w prywatnym gabinecie pediatrycznym. Na szczęście naszą małą rodzinę na to stać, ale jest wiele takich, które nie dadzą rady nawet z dodatkową kwotą na koncie. Tym bardziej taką proponowaną przez rząd. 

Mnie propozycja programu Rodzina 500+ nie przekonuje do posiadania kolejnego dziecka. To za mało. Jesteśmy trzyosobową rodziną, która na co dzień, radzić sobie musi sama. Nie mam do pomocy babci, dziadka ani ciotki. Zrezygnowałam z opiekunki. Niedługo wracam do pracy. Mąż pracuje od rana do wieczora. Synek będzie siedział w przedszkolu ponad 8 godzin. Kolejne dziecko? Nie dziękuję! 

Oczywiście jestem tylko jedną z wielu. Milcząca większość zwykle siedzi cicho. Krzyczącą większość pewnie wkurzę. Nie będę pierwsza, która o tym napisze. Nie liczę też na to, że się ze mną zgodzisz. Trudno. Jeśli tak nie czytaj do końca i poprzestań na informacji na co dawniej liczyć mogła polska matka.

***

Kolejny poród! Dla kasy, ku chwale ojczyzny czy z miłości?

Fot: Ryan McGuire

 

Podobno takiego projektu nie było od 1989 roku. Ma on zwiększyć dzietność i pomóc tym, którzy dzieci już mają. Czy to nam pomoże? Owszem! Najbiedniejszym. I tego nie kwestionuję. Im trzeba pomóc. Jednak skala tej pomocy nieco się rozlała. Kasa zasili wiele domowych budżetów. Dzieci pewnie będzie więcej. Nie ulega jednak wątpliwości, że wiele osób wyda ją na nowy telewizor, droższe wakacje, kosmetyki, prywatnego lekarza ale również rozrywki. W nich miejsca dla ich dzieci nie będzie. Tym samym pieniądze dostaną rodzice, którzy pomocy potrzebują jak i tacy, którzy ich dostać absolutnie nie muszą. 

Co ciekawe za to, że sąsiad niesprawiedliwie wydaje rządowe pieniądze, będzie można na niego donieść. To pewnie wzbudzi reakcję. Urzędnik jednak systematycznie i sam z siebie nie będzie sprawdzał jak są one wydawane. To z kolei zrodzi wiele nadużyć. Czy Polskę na to stać? Od dawna pisze się o tym, że nie! Czy wszystkie Matki Polki chcą takiej zmiany? Od tygodni wiemy, że są w tej kwestii podzielone. Osobiście więcej znam takich, które oczekują od Rządu czegoś zupełnie innego, niż bezmyślne rozdawanie pieniędzy. Według GUS w 2014 urodziło się ponad 240 dzieci, które w rodzinie były drugie w kolejce. Nie zapominajmy o dzieciach trzecich, czwartych, czasem piątych. Takich wielodzietnych rodzin nie jest mało. Niektóre dostaną ponad 1500 zł miesięcznie. Jak? Z czego?

W 2016 roku projekt 500+ będzie kosztował 17 mld zł. W 2017 aż 25 mld. Wynik totalnie abstrakcyjny. Tym bardziej, że mamy starzejące się społeczeństwo i według danych GUS w 2015 roku urodziło się 369 tys Polaków a zmarło ich o 12 tys więcej. Skąd weźmiemy pieniądze na 500 +.  Kto będzie na to zarabiał?

DLACZEGO NIKT NIE BIERZE POD UWAGĘ ZMIAN SPOŁECZNO-HISTORYCZNYCH?

Doświadczenia i badania naukowe pokazują, że dzieci zawsze są nie tylko dziećmi swoich rodziców ale i epoki, w której żyją. Na przestrzeni lat zmieniały się warunki wychowywania oraz sposób w jaki Państwo podchodziło do pomocy rodzinom. I tak, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku nasz kraj nie był jednolitym organizmem. W najuboższych rodzinach dzieci było zbyt wiele. Rodziły się z miłości i aby pomóc rodzicom. Ci zaś nierzadko zmagali się z bezrobociem, które nie pomagało właściwemu rozwojowi. Przeszkodą była społeczna pogoń za pracą, czasem przez matkę i ojca jednocześnie.

On za niewielkie pieniądze pracował w fabryce, ona szyła w domu, najstarszy syn roznosił gazety a reszta gawiedzi biegała z kolegami po ulicy. Czy Państwo im pomagało? Tak, na tyle ile mogło mimo niedorozwoju ekonomicznego. Do takiej pomocy poczuwali się również przedstawiciele warstw uprzywilejowanych. Arystokracja, zamożne rodziny kupieckie, przemysłowcy, kościół. To oni tworzyli ochronki, finansowali edukacje swoich najzdolniejszych wychowanków, opiekowali się całymi rodzinami. Po drugiej wojnie światowej nie mieli już tej możliwości. Sprawę w całości przejęło Państwo. Wydawano zdobyte pieniądze na nowe szkoły i fabryki. Jeśli ich zabrakło dodrukowywano. Każdy miał tyle samo i nikt nie mógł mieć lepiej. Zanikła konkurencja i kreatywność. Umarła przedsiębiorczość z prawdziwego zdarzenia, ale pojawiła się idea państwa opiekuńczego. Nie do końca jednak dopracowana. Skłaniająca do nadużyć i szarej strefy. Państwo pomagało tym, którzy nie aspirowali do tego by mieć więcej.

Po 1989 roku polskie rodziny same mogły się o to postarać. Z różnym skutkiem. Odrodziła się konkurencja, wyścig szczurów, z nizin zstąpili milionerzy, przybyli przodkowie uprzywilejowanych. Państwo nie zawsze ułatwiało. Przedsiębiorcom rzucało kłody pod nogi, szczególnie tym z jednoosobową działalnością. O dzieci musieli zadbać sami. Z różnym skutkiem, ale wielu się udało. Dzisiejsi rodzice wiedzą, że ciężką pracą można powiększyć domowy budżet. Jest lepiej i nikt tego nie powinien kwestionować. Polska się zmienia na lepsze. Jednak nie stoi jeszcze tak pewnie na europejskim fundamencie, aby bezmyślnie rozdawać to co zarobione. Nie tak. Dzieciom można pomóc mądrzej. Program pomocy powinien zachęcać do narodzin kolejnego członka rodziny, a nie nagradzać za stadko maluchów biegające już po domu.

Kolejny poród! Dla kasy, ku chwale ojczyzny czy z miłości?

Fot: Liane Metzler

KIEDY BEZ STRACHU ZACZNĘ MYŚLEĆ O PRZYSZŁOŚCI Z DWÓJKĄ DZIECI?

No dobrze! Koniec z tym narzekaniem. Zacznę sypać konkretami. Czego chciałabym ja i wiele mnie podobnych? Chciałabym aby… :

  1. jednoosobowe działalności gospodarcze miały większą szansę na rozwój, z korzyścią dla Państwa. Dzisiaj niszczy się je ogromnymi kosztami. Tymczasem gdyby było inaczej niejedna kobieta miałaby możliwość rozwinąć skrzydła.
  2. państwo zapewniało większą możliwość szkoleń i kursów, które podnoszą kompetencje, pozwolą więcej zarabiać, zdobyć awans, ułatwią kontakty z ludźmi o tych samych zainteresowaniach. Chciałabym aby tych szkoleń było zdecydowanie więcej niż obecnie. Sektor państwowy proponuje darmowe szkolenia, które nie zawsze skierowane są do wszystkich zainteresowanych. Moja branża zawodowa często jest systematycznie pomijana.
  3. zmniejszono podatek na przybory szkolne i ubranka dla dzieci.
  4. w przedszkolach i żłobkach było więcej miejsca. Mój synek za dwa miesiące skończy 4 lata. Obecnie czas spędza ze mną. Niedługo wróci do przedszkola. Prywatnego, bo w państwowym nie ma dla niego miejsca. Prywatne kosztuje ponad 1000 zł. na miesiąc. Policzmy jeszcze dojazdy, wyżywienie, zajęcia dodatkowe. 1500 jak nic! Tyle samo kosztuje pensja niani. Te, które mają wykształcenie pedagogiczne oraz są po kursach medycznych wyciągają rękę po więcej. Ok. Ja to rozumiem i na razie dziękuję. Wrócę do pracy i się zastanowię nad doraźną pomocą. Tylko, która mi się na to zgodzi? Nie zawsze będę przecież mogła wziąć wolne…
  5. rodzice mieli lepszy i łatwiejszy dostęp do specjalistów państwowej służby zdrowia. Ja zwyczajnie przestałam ufać lekarzom z przychodni. Przemęczeni, jacyś tacy nieobecni, a ja? No tak! Kolejna rozhisteryzowana matka. Antybiotyk i do widzenia. Mam jedną zaprzyjaźnioną Panią Doktor z państwowego szpitala, która mojego syna zna od urodzenia. Zawsze mogę do niej zadzwonić i się poradzić. To ogromny luksus. Nie zawsze ma jednak czas. Tym samym często płacę podwójnie. Na NFZ i oczywiście prywatnie. Tak to już jest, że jeśli coś się dzieje to zwykle prywatnie. Jakoś tak szybciej, sprawniej, bezpieczniej. Nie mam czasu na stanie w kolejkach, czekanie na wizytę z terminem za miesiąc. Teraz jest jeszcze znośnie. Jak zacznę pracę to będzie nierealnie. Pamiętam, gdy pracowałam (a zajmowałam kierownicze stanowisko) za każdym razem jak synek mi chorował miałam wyrzuty sumienia, że znowu muszę brać wolne. A chorował często, więc świeciłam oczami przed przełożonymi i podwładnymi. Koszmar, ale co zrobić. Nie miałam i nie będę miała wyjścia. Modliłam się tylko aby nie złapać choróbska po nim. Czasem bezskutecznie. 
  6. pomyślano o lepszej opiece okołoporodowej i poporodowej. Swój poród wspominam strasznie. Ostatnie 4 miesiące ciąży również. Tego co się działo ze mną pół roku po porodzie wolę nie pamiętać. Do pracy wróciłam jak synek miał 7 miesięcy. Teraz wiem, że to było za szybko. Nie zapomniana trauma poporodowa, szybkie tempo pracy, stres, nowe obowiązki, nowe problemy, zero taryfy ulgowej dla siebie i męża, brak pomocy i rodziny w pobliżu. Po jakimś czasie wszystko we mnie eksplodowało. Teraz jestem na wychowawczym. Na razie. Gdyby opieka okołoporodowa była lepsza i cud narodzin nie przypominał filmu science fiction może byłoby lepiej i zastanowiłabym się nad siostrzyczką dla synka. A tak nie ma mowy! Cóż, wiem co powiesz: „Halo, jest coraz lepiej!” Ja uważam, że nadal nie wystarczająco.
  7. zmieniło się podejście pracy dla kobiet po urlopie macierzyńskim. Mam to szczęście, że po półrocznym urlopie macierzyńskim czekało mnie dawne stanowisko. Po przepracowanych dwóch latach dano mi szansę na wzięcie urlopu wychowawczego. Podobnie jak poprzednio i teraz wracam do tego samego pracodawcy. To ogromny plus. Nie każda może go sobie wpisać w życiorysie i ogromnie to doceniam. Wokół mnie jest zbyt wiele kobiet, które po porodzie straciły pracę, które zdegradowano zawodowo lub nie dano im szans na awans, bo „rozumie Pani, po takiej długiej przerwie musi Pani odpracować swoje”. Koszmar! Dlaczego praca jest taka ważna? Dla samopoczucia, satysfakcji, kontaktów towarzyskich i dla myśli o przyszłości. Przecież spełniona zawodowo mama to kobieta piękna i szczęśliwa. Taka, z której dumne jest jej własne dziecko. Taka duma wiąże się z szacunkiem, na który my rodzice również musimy zapracować. Dając naszym pociechom dobry przykład. A to przecież ważne. Nie każda dzisiejsza mama ma na taką szansę. Siedzą z dzieckiem w domu. Złe na męża, że chodzi do pracy. Czasem nie ma sensu obarczać go wszystkimi problemami. I jakoś tak głupio prosić by ugotował obiad, bo ja cały dzień byłam Spider Manem, lepiłam misie z plasteliny, rysowałam bohaterów z Psiego Patrolu i biegałam po parku. Po takim dniu czujesz, że twoja inteligencja zniża się do poziomu owczarka niemieckiego i rozmawiając z ludźmi bardzo się starasz nie szczeknąć czegoś głupiego. Coś co rozbawi Twoje dziecko u wspólnika męża może wywołać jedynie lekkie drgnięcie brwi i ucieczkę. 

Nie uważam, że 500+ to zupełnie zły pomysł, ale poważnie obawiam się, że dzięki niemu będę mogła zapomnieć o lepszym rozwoju mojego dziecka i komforcie mojej rodziny. Boję się zwyczajnie, że niewyobrażalna suma pieniędzy, która jest potrzebna na realizację tego programu, sprawi, że zabraknie ich na wsparcie przedszkoli, żłobków i publicznej służby zdrowia. Wielu rodzinom 500 zł miesięcznie się przyda, ale czy to jest rozwiązanie istniejących od lat niedociągnięć w naszym systemie? Takim, który wciąż się przecież rozwija i trzeba mu dać na to czas? Czy może jest to zwyczajne namawianie do histerycznej prokreacji, która w obliczu nadchodzącego krachu demograficznego dobrze się sprzedała w kampanii? Jak długo światła jupiterów będą jeszcze korzystne dla tego świetnie wypromowanego programu? Nie wiem!

Chciałabym aby mój kraj zrobił więcej by ułatwić kobietom podjęcie decyzji o kolejnej ciąży. Dzieci powinny się rodzić z miłości a nie z chłodnych kalkulacji a państwo powinno wymyślić sposób, aby rodzice pragnęli kolejnej ciąży dla siebie a nie dla narodu, który z nieba zrzuca im wytargane z chmur złotówki.

Kolejny poród! Dla kasy, ku chwale ojczyzny czy z miłości?

Fot: Jordan Whitt

P.S.: JAK TO WYGLĄDA W INNYCH KRAJACH?

FRANCJA

Wszystkie dzieci mają zapewnione darmowe żłobki i przedszkola. Obowiązuje pakiet zniżek dla rodzin na komunikację miejską. Funkcjonują korzystne ulgi podatkowe, dopłaty dla opiekunek. Francuzki, dzięki wsparciu Państwa szybko wracają do pracy, rozwijają się zawodowo i często nie poprzestają na dwójce dzieci.

ANGLIA

Opieka nad dziećmi w domu bywa wpisywana w CV. Każdemu 2, 3 i 4 latkowi (niezależnie od dochodów rodziców) państwo opłaca przedszkole przez 15 godzin tygodniowo, 38 tygodni w roku. Matki pracują więc często na pół etatu i mają czas dla dziecka. Opieką okołoporodową zajmuje się położna. To z nią po 30 tygodniu ciąży przygotowuje się plan rodzenia. Poród w domu w towarzystwie 2 położnych jest darmowy, podobnie jak znieczulenie. Z tym, że nie wszystkie jego rodzaje są dostępne. Bez większych ograniczeń wykorzystywany jest gaz, który rodząca dozuje według uznania. Po porodzie matka nie jest zostawiona sama sobie. Może skorzystać z porad rodzicielskich, finansowych, dotyczących zasiłków, bezpieczeństwa w domu. Zachęca się ją aby nie siedziała w czterech ścianach sama, ale korzystała z dzieckiem z życia. Spotykała się z innymi matkami. Proponowane są zajęcia z baletu (już dla 6 miesięcznych dzieci), masażu dla niemowlaków, śpiewania, malowania (od 14 miesięcy), rytmiki (od urodzenia), tańca (od 3 lat), piłki nożnej (od 3 lat) oraz spotkania matek i noworodków w lokalnej bibliotece. To tylko niektóre propozycje. Wszystkie za darmo. Po porodzie matka dostaje  barierki na schody dla bezpieczeństwa, ochraniacze na ostre krawędzie przy meblach i zamknięcia na szafki aby dziecko nie dostało się do produktów chemicznych. Sprawdza się również, w każdym domu z noworodkiem, czy sprawne są alarmy przeciwpożarowe. 

***

Do napisania tego artykułu zainspirował mnie wchodzący jutro w życie rządowy program Rodzina 500+ oraz:

  1. Publikacja Łucji Kabzińskiej i Krzysztofa Kabzińskiego z Wyższej Szkoły Informatyki i Ekonomii TWP w Olsztynie: „Dziecko w systemie opieki i wychowania. Wybrane aspekty zagrożonego dzieciństwa w dwudziestoleciu międzywojennym”
  2. Blog Życie na emigracji a konkretnie post „Ciąża w UK i ukłony dla NHS”
  3. Blog Mum and the city Ilony Kosteckiej i post „Ile matka zapłaci za program 500 plus?”
  4. Blog Bizimummy Izy Bluszcz i post „Obywatelko nadstaw policzek!”
  5. Post Michała Stopka „Krach demograficzny 2015 zbiera żniwo: urodzenia i zgony. Pierwsza połowa 2015” 
  6. Blog Babyfan i post „Paryż, darmowa randka czy królewna śnieżka, czyli co zachęca do rodzenia dzieci?”

 

Sprawdź także

4 komentarze

  • Reply Michał Stopka 31 marca 2016 at 23:20

    Bardzo ciekawy wpis.

    Dziękuję za umieszczenie linka do mojego artykułu : )

    Pozdrawiam serdecznie!

    • Reply Sylwia 1 kwietnia 2016 at 06:20

      Dziękuję za słowa uznania i również pozdrawiam :)!

  • Reply Bogdan Dudkowski 1 kwietnia 2016 at 21:31

    Świetne i trafne spostrzeżenia. Samo 500 + problemu dzietności nie załatwi. Potrzebne są działania oboczne czy wspierające. Artykuł wart zastanowienia. Gratuluję.

  • Zostaw komentarz